wtorek, 3 lutego 2015

Od Jev'a - CD Katherine

W jednej chwili wszystko, absolutnie wszystko niespodziewanie wybuchło i się zawaliło.
Usłyszałem wampirzy ryk, i dostrzegłem, że deski z dachu chaty spadły wprost na Tepesa. Zdziwiło mnie to ponieważ, jako jeden z najstarszych wampirów powinien posiadać nad wampirzą szybkość, ale no cóż, przecież magia czarownic jest potężniejsza niż nasz gatunek. Wiedziałem, że to zaczarowane miejsce nie wróżyło nic dobrego.
Doskoczyłem do Vlada i podawszy mu rękę, prędko pomogłem mu wydostać się z płonącej szczeliny desek. W tym samym momencie kilka odłamków drewna wbiło mi się w przedramię. Syknąłem z bólu. To był biały dąb. Belki zrobione z białego drewna. To była zasadzka...
Vlad był pokryty żywicą, która wypalała w jego ciele wielkie dziury, jednak choć osłabiony szybko zorientował się w sytuacji i puścił się pędem do wyjścia.
- Jev, szybko! - krzyknął
- Już! - zawołałem za nim – Sekundkę!
Zauważyłem, że ów nadzwyczajna księga Grimore leżąca na środku pokoju nie ulega płomieniom, wręcz je odpycha. Była otwarta, a jej stronnice powiewały rozpraszając języki ognia.
Doskoczyłem do księgi, ale nie udało mi się jej wziąć, bo była jakby przyklejona do stolika zamiast tego wyrwałem z niej kilka stron i włożyłem do kieszeni spodni. Wybiegłem z płonącego angielskiego zabytku – już zaczarowanej rudery.

Wraz z sekundą w której znalazłem się na parkingu usłyszałem odjeżdżający samochód kogo? Jakże by to można się nie domyślić. Katherine.
- Gdzie ta franca znów uciekła? - żachnął się Vlad
- Nie interesuje mnie. Musimy znaleźć Shev. - spojrzałem na niego i poprawiłem się:
- Ja muszę.
- Tu jestem! - usłyszałem piskliwy głosik i odetchnąłem z ulgą. - Ukryłam się bo przeczuwałam niebezpieczeństwo. - wyjaśniła
- To czemu nam nie powiedziałaś? - zapytał sceptycznie Vlad wyciągając maleńkie drzazgi z ran.
- I tak byście mi nie uwierzyli – wzruszyła ramionami
- Jak się czujesz, Shev? - spytałem podchodząc do niej.
- Musze przyznać, że nigdy nie czułam się lepiej. Jestem taka... ożywiona! - wykrzyknęła wyskakując w górę niczym upojona szczęściem ośmiolatka, której udało się namówić rodziców na pieska.
- Wspaniale, wspaniale – mruknąłem – Ale musimy się dowiedzieć co się stało. - rozpocząłem trudny temat, ale żadne z nich nie chciało go kontynuować.
- Jak to co się stało? - usłyszeliśmy stary głos Yony – Uczucia i emocje Katherine zostały przeniesione na nią – wskazała palcem Shevy – A przy okazji martwe serce blondyny, ożyło. - powiedziała Yona bez ogródek
- Jasne, ale dlaczego ożyła skoro Katherine jest martwa? - dopytywałem się
- Nie wiem – rozłożyła ręce – Ale, magia wie co robi
- Nie jestem o tym przekonany. - powiedział Vlad – Magia nigdy nie działa w tak irracjonalny sposób. - pokręcił niedowierzająco głową.
- Magia, tak jak i natura ma swoje prawa. Nie wolno w nie ingerować.
- To absurd – zaprzeczyłem – Magia ingeruje w naturę. - zaznaczyłem
Yona tylko się uśmiechnęła.
- W takim razie jak odzyskać jej dawny stan? - spytałem
- Możecie nie mówić o mnie w trzeciej osobie? Jestem tu! I nie jestem już dzieckiem. - zaoponowała
- To się nie zachowuj jak dziecko! - zagrzmiałem, czując, że dawna Shevy, która zwykle ratowała mnie, ulotniła się.
- Uspokój się, czas na zabawę! - wykrzyknęła po raz kolejny piskliwym głosikiem, a ja musiałem zwinąć ręce w pięści by czegoś nie rozwalić.
- Nie będzie żadnej zabawy, musimy wszystko dokładnie posegregować – jak zwykle ja musiałem zachować zimną krew, a oni po prostu mieli to głęboko w czterech literach. Katherine odjechała, zostawiając nas samych, w dodatku teraz bez emocji stała się całkowicie bezwzględna. Musiałem ją powstrzymać i przywrócić jej emocje, a Shevy... Czego tak naprawdę chciała Shevy? Czy ona teraz myśli trzeźwo? Czym ona jest?
Podczas gdy ja chodziłem w kółko Vlad i Shevy rozmawiali ożywionym tonem. Mówili coś o imprezie! Arr! Yona podeszła do mnie i oznajmiła:
= Uczucia, które są zgubne odeszły od Katherine, ponieważ one mogłyby, a nawet doprowadziłyby prędzej czy później do jej upadku. Za to Shevy przyda się zmiana. Nie wiesz co się z nią działo podczas waszej rozłąki, prawda?
Teraz to mnie dopiero zdezorientowała. Co się mogło dziać z odważną Shevy? A może ona wcale nie była taka harda jak mi się zdawało?
- Przestań już pytać, Jev! Doprowadzasz mnie do szału! - nie wypowiadałem moich pytań, ale Yona raczej potrafiła czytać w myślach. Przede wszystkim w głośnych.
- Dziwisz się mi?
- Tak, ponieważ ją kochasz, a nie raczyłeś się jej nawet zapytać jak jej było przez te III wieki!
- Nie kocham jej i nie powinienem się Tobie zwierzać się z moich uczuć! - krzyknąłem
- Miłość zawsze przetrwa. - stwierdziła
- Nieprawda. Nie kiedy osoby do siebie nie pasują. Nie kiedy druga osoba zostawia cię kiedy jej potrzebujesz. Nie kiedy rani cię.
- Odbiegasz od Shevy. Ona cię nie zraniła – rzekła – Tylko dała ci nieśmiertelne życie, a ty już wcale nie jesteś na nią wściekły. Chociaż może trochę. Jesteś na nią zły, że przetrwałeś do teraźniejszości i spotkałeś Katherine. Ona też jest zła, że spotkałeś Katherine. Że nabawiłeś się tyle „niepotrzebnych problemów”. Że chcesz się dalej ich nabawiać.
- Przestań! Przestań! - nie mogłem już znieść przemowy Yony, nie mogłem znieść tej bolesnej prawdy, problemów w jakich się znalazłem, mieszanych z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.
Gdy jej głos umilkł, twarz wyrażała głęboką zadumę.
- Musimy już jechać. - oznajmiłem – Vlad! Shevy, do samochodu. - poczułem się trochę jak ojciec, który musi pilnować rozbrykanych maluchów. Ojciec, który doskonale wie, że i tak maluchy będą miały problemy.
Shevy nie miała w sobie już wampirzych atrybutów, ale gracja nie zniknęła z jej ruchów. Wsiadła pospiesznie do samochodu na miejsce pasażera. Vlad podążył za nią.
Gdy już wszyscy siedzieliśmy w samochodzie, zapytałem:
- To teraz bawimy się w rodzinkę?
- Czemu w rodzinkę? - spytał Vlad, a w jego głosie nie było słychać przywódctwa
- Bo podejrzewam, że zabawisz tu na dłużej, a nasz klan nie chce mieć problemów.
- To zaraz, przejmujesz stery za Katherine?
- Zapewne i po niej będę musiał sprzątać, więc powiedzmy, że tak. - odparłem.
- No to ruszajmy! - zapiszczała Shevy, a Vlad zawtórował jej.
Nie miałem pojęcia, gdzie dalej dojedziemy, nie posiadając żadnego konkretnego planu. Wiedziałem, tylko, że nie obejdzie się bez rozlewu krwi.
<Katherine? W ramach rekompensaty za tak długi czas NIE odpisywania, długie opowiadanie>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz