piątek, 3 lipca 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

- Niestety - mruknął I i podwinął rękawy garnituru do góry. Widocznie zrobiło mu się ciepło.
 Po chwili jednak zauważyłem co chciał przekazać tym nieznacznym gestem. Pod rękawami powinny być ręce, to oczywiste. Ale on ich nie miał. Ściągnął też czarne rękawiczki. Ani dłoni, ani palców. - Jednak musimy to zaliczyć. - kontynuował niewzruszony moim zdziwieniem. Stałem przed nim tępo i wpatrywałem się w niego jak sroka w gnat.
- Nie masz ciała. - powiedziałem tylko.
Spojrzał na mnie przelotnie i zaśmiał się pogardliwie.
- Oczywiście, że nie jestem częścią materii. - odparł jakby to było takie logiczne. Cóż, przynajmniej nie dla mnie. - Ale już niedługo. - ściągnął okulary i wpatrywał się we mnie czarnymi jak węgiel oczyma.
Przetarł twarz, z której zleciały okruchy czegoś podobnego do zaschniętego pudru, kremu czy innego przetworu, którego zwykły używać kobiety.
Nic.
Miał tylko oczy.
- Stwierdzenie, że oczy są zwierciadłem duszy jest tak trafne, że pozwolisz, że ulegnę pokusie śmiechu. - oznajmił i zgodnie ze słowami w moich uszach rozbrzmiał jego złowieszczy śmiech. Tłukł się w mojej głowie niczym dzwony kościelne. Apro'po - też je słyszałem.
Czułem, że ta istota, kimkolwiek jest - posiada ogromną moc władania czyimś umysłem. A on właśnie mieszał mi w głowie.
- Przestań - warknąłem
- Och - jęknął - Zapomniałem się nieco. - powiedział beztrosko. - Więc domniemywam, że już znasz haczyk naszej umowy.
- Nie możesz wymagać ode mnie wywiązania się z czegoś co zawiązałem wiek temu! - wzburzyłem się.
- Ależ oczywiście, że mogę. - skwitował nadal nieporuszony moją wściekłością. - Taka natura umów.
Zrozumiałem, że już nie mogę wyjść z tego bagna. Mimo, że nie mógł się zaliczyć do moich sojuszników, był jedyną osobą, która pomogłaby mi powrócić do rzeczywistości. Musiałem zniżyć łeb i go posłuchać.
- Nie masz ciała. - powtórzyłem próbując sobie to jakoś przetworzyć i usprawiedliwić. Ale nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. Swoją drogą - wręcz pękała od nadmiernego myślenia i bez wątpienia mogłem stwierdzić, że Iluzjonista maczał w tym swoje niematerialne palce. - Na początku mówiłeś, że w zamian za uzyskanie odpowiedzi o nurtującej mnie przeszłości, będę musiał ci coś oddać... - i właśnie teraz wszystkie elementy zawiłej układanki ułożyły się w kompletną całość. Przełknąłem głośno ślinę.
- Twoja dusza potrzebuje ciała... - zacząłem, ale urwałem niezdolny ukończyć wypowiedzi.
- Och, Jeffy, jesteś taki spostrzegawczy. - skwitował. W jego oczach czaiła dzikość. Były nieco odległe, więc zgadłem, że aktualnie jest w świecie wyobraźni.
- W takim razie, co ze mną? - zapytałem choć naprawdę bałem się usłyszeć odpowiedzi. Czyżbym nie mógł powrócić do Katherine i dziecka?
Spojrzał na mnie zaskoczony, wyrwany z transu. Dopiero po chwili padła odpowiedź.
- Ach - westchnął głęboko wciągając powietrze. Zastanawiałem się do czego je wciąga... - Jestem przeklęty. Od niepamiętnego czasu.
- Dlaczego?
- Powiedzmy, że rodzina może przysłużyć się do twojej zguby bardziej niż najwięksi wrogowie. - powiedział cicho, prawie niedosłyszalnie, jakby mówienie o tym sprawiało mu niemały ból, ale zaraz po tym jego głos przybrał o wiele groźniejszy ton. - A ty będziesz moją przepustką do Rzeczywistości. - ostatnie słowo wymówił z czcią, akcentując dokładnie każdą literkę.
- Przepustką? - powtórzyłem domagając się jaśniejszego przedstawienia sprawy. - Kim będę?!
- Czy rola pana życia i śmierci ci odpowiada? - zapytał retorycznie. - Zbytniego wyboru nie masz.
Obnażyłem kły.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz