Gdy tylko się obudziłam, moje ciało natychmiast podniosło się do pionu. Choć nie musiałam oddychać, moje płuca walczyły o powietrze. Wciągnęłam je łapczywie, jakbym obudziła się właśnie ze strasznego koszmaru.
Ale to nie był koszmar. To była rzeczywistość.
Telefon zadzwonił prawie natychmiast. Nie miałam zbytnio siły, by go odebrać, lecz on się nie poddawał i po każdym rozłączeniu - dzwonił ponowie. Wreszcie, gdy się opanowałam, sięgnęłam po niego i na wyświetlaczu dostrzegłam numer Christopher'a.
- Jezu, Kath - jęknął, gdy tylko odebrałam. - Strasznie się martwiłem. Dosłownie rozpłynęłaś się w powietrzu. Cały dzień i całą noc myślałem, że nie żyjesz.
- Żyję - powiedziałam cicho. - To znaczy, że na prawie 24 godziny zniknęłam z egzystencji?
Widziałam oczami wyobraźni, jak wzrusza ramionami.
- Prawdopodobnie - usłyszałam, jak kręci z niedowierzeniem głową. - Martwię się o ciebie - nagle gdzieś po drugiej strony słuchawki usłyszałam płacz dziecka i za nim się obejrzałam, już płakałam. Cholera, niemal zadławiłam się łzami. - Poczekaj chwilę, Kathy.
- Czy to... ona? - zapytałam słabo.
- Tak - przez chwilę milczał. - Jeśli byś chciała...
- Nie - pokręciłam stanowczo głową. - Nie mogę jej widzieć. Sam fakt, że gdzieś istnieje, a ja nie mogę jej nawet dotknąć, boli zbyt mocno. Gdybym ją poznała, byłoby jeszcze gorzej.
- Rozumiem - westchnął. - Trzymaj się.
- Ty też - rozłączyłam się.
Wiedziałam, że muszę kogoś zabić. Tak tylko mogłam zakończyć te okropne dni grzechów. Miałam już tego serdecznie dość. Mordowałam przez większość mojego życia i nigdy nie miałam specjalnego poczucia winy. I choć tym razem również tego nie czułam, gdzieś na żołądku była pewna ciężkość. Ale taki już był krąg życia. Jedni musieli zabijać, by żyć. Tak też było w moim przypadku.
Doskonale wiedziałam, jaki grzech przypadał na dzisiaj. Nieczystość. Grzech większości młodych ludzi. Jednak ja postanowiłam się z tym hamować. Nie zamierzałam zdradzić Jev'a. Wiele można było mi zarzucić, ale na pewno nie niewierność, kiedy już kogoś naprawdę kochałam.
Na szczęście miałam plan.
Przetrwałam jakoś ten dzień, jedząc serowe chrupki, oglądając "Dr. House'a" i użalając się nad sobą. Christopher dzwonił jeszcze parę razy, lecz dał sobie spokój, gdy nie odbierałam. Raz nawet przyszedł pod mój dom, lecz pewnie wyczuł moją niezbyt radosną aurę i sobie poszedł. Byłam mu wdzięczna za to, że nie jest zbyt nachalny, ale też martwi się o mnie. Nie było wiele tak wspaniałych ludzi, jak on.
O ósmej przebrałam się w wyjątkowo krótką, krwistoczerwoną sukienkę i wysokie obcasy. Moje łzy zamazałam mocnym makijażem. Zamierzałam udać się do jednego z londyńskich klubów. W takich miejscach, jak tamto ludzie łatwo znikali ze śladu i nikt ich nie szukał. Raj dla wampirów, nieprawdaż?
Oczywiście, jeśli rajem można było nazwać klub "Bite". Oryginalna nazwa, nie powiem. A wampirów było tam jeszcze więcej, niż ludzi. Ugh, jakie to irytujące. Łatwo było mnie tam rozpoznać.
Jednak udałam się tam, uśmiechając się lekko do ochroniarza, który wpuścił mnie bez słowa. Najwyraźniej poczuł, że nie jestem człowiekiem. A wampiry były tu, tak jakby, członkami VIP.
Usiadłam obok jakiejś rudowłosej wampirzycy i wampira, który najwyraźniej był jej mężem. Rzuciłam im krótkie spojrzenie, żałując, że nie ma przy mnie Jev'a. Zauważyłam, że wampirzyca pije gin z tonikiem, więc natychmiast naszła mnie na niego ochota. Zamówiłam to samo.
Nie minęło dużo czasu, aż podszedł do mnie jakiś facet. Ludzki. Od razu zrobiło mi się go żal, ponieważ właśnie wygrał bilet na rosyjską ruletkę. Tylko, że tym razem w każdym pistolecie jest nabój.
- Cześć, księżniczko - przywitał się, zasiadając obok mnie. - Mogę ci zamówić drinka?
- Właściwie to olejmy drinka - przygryzłam wargę, starając się mówić nieco podpitym głosem. - Wyjdźmy na zewnątrz. Muszę zapalić.
Uśmiechnął się, zadowolony.
- Nie ma problemu - wziął mnie za rękę i wkrótce staliśmy już na zewnątrz. Jak dżentelmen, wyjął z kieszeni papierosa i mi go podał. - Chcesz?
Skinęłam głową.
- Chodźmy trochę dalej - pociągnęłam go w stronę ciemnego zaułka. - Tu będzie... - wyjęłam długi nóż zza kurtki - ...idealnie.
Nie zdążył krzyknąć, ponieważ już po chwili nie żył. A ja rozpłynęłam się w powietrzu.
Jev? Słabe, wiem :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz