środa, 20 kwietnia 2016

Od Jev'a - CD historii Katherine

Jedno słowo. Zaledwie jeden wyraz, a odezwał się wzmocnionym echem w mojej głowie. Nie potrzebowałem wiele czasu by przyswoić informację. Po prostu - moje umowy sprzed obrastającego starością wieku, dają mi kopa i będą dawać, dopóki mężczyzna, z którym zadarłem nie odnajdzie spokoju.
- No to pewnie się ucieszysz - odezwałem się kwaśno - Bo tą kartkę znalazłem w MOIM domu, przywieszoną na MOICH mahoniowych drzwiach, więc domyślam się, że jest skierowana do mnie. - uśmiechnąłem się tak promiennie i sztucznie jak tylko zdołałem i popatrzyłem jej głęboko w oczy. - Okaż się odrobiną kultury i pożycz mi miłej podróży. - sarknąłem na odchodnym i wyszedłem z domu, do którego naprawdę, nigdy już nie mogłem powrócić.
Musiałem uciekać.

W swoim życiu zawarłem wiele układów, wypełniłem wiele przysług, które byłem winien, ale ta, która zapewniała mi osobiste piekło, była specyficzna. Nie była zawarta bezpośrednio przeze mnie, lecz przez moją matkę.
W XVII wieku, kiedy moją przeważającą cechą było posiadanie wszystkiego co ludzkie - ciała, umysłu i życia, a gruźlica była nieuleczalną chorobą, nazywaną "śmiercionośną", epidemia przyniosła śmierć na miasteczko, słynne z uprawy kukurydzy. Moje miasteczko, w którym urodziłem się, dorosłem i umarłem. Krótko, zwięźle i na temat.
Niestety, wampiry i wtedy chodziły po ziemi, niosąc coś bardziej przerażającego niż kaszel, prowadzący do wyplucia płuc. Niosły śmierć, bardziej bolesną lub przyczyniały się do oszustwa.
Niektóre zabijały, naśmiewając się przy tym do rozpuku, inne kąsiły, nie znosząc samotności i jednostkowego bycia przeklętym.
Jeden z nich przemienił moją rodzicielkę. Spodobała się mu. Piękna, dojrzała, charyzmatyczna... i była idealną towarzyszką do doczesnego wampirzego życia. Przecież wszystko się kiedyś kończy.
Po przemianie oparła się mu i została ze swoimi dziećmi i mężem. Jednak to nie był koniec nieszczęśliwych wypadków. Choroba dotykająca ludzi i ich narządy, rozprzestrzeniała się coraz szerzej, aż w końcu powaliła i mnie. Miałem wtedy zaledwie dziesięć lat, choć od ciężkiej pracy od dzieciństwa, moja odporność była podwyższona. Ale byłem tylko człowiekiem.
Mama zwróciła się po pomoc do mężczyzny, który ją przemienił. Wtedy nic o tym nie wiedziałem, dopiero niedawno moje wspomnienia zostały przywrócone i nadano im bardziej intensywne barwy - informacje, których wcześniej nie byłem świadom.
Gruźlica zaatakowała nie tylko płuca, ale niemal wszystkie układy - nerwowy, limfatyczny, kostno-stawowy i wyżerała moją skórę. Przeżywając katusze, prowadzące co chwila do utraty przytomności - w tych świadomych momentach, gorączkowo modliłem się o śmierć. Majaczyłem, śpiewając pieśni przywołujące ją:
"Moja Śmierci
przynieś ulgę

Moja Wybawczyni
zabierz na łąkę
O, moja Śmierci
weź tam gdzie nie zobaczy nikt,
A będę towarzyszem twym
po wieczne me męki
Najdroższa,
Zapewnij mi byt
bym mógł znaleźć życia rytm,
Nowego życia
danego mi przez 
Śmierć.

Mama nie chciała dla mnie przedwczesnej śmierci, dotąd straciła już dwoje dzieci - miałem sporo rodzeństwa, choć wielu z nich nie pamiętałem, więc poprosiła tego Pana, którego nazywała moim Wujem, choć wcale nie był bratem ojca, ani jej bratem.
 Nie widziałem w nich żadnego cielesnego podobieństwa. Tylko mieli podobne bordowe obwódki wokół oczu, kiedy zanosiłem się krwawym kaszlem. Wtedy sądziłem, że to znów męczące mnie od dłuższego czasu halucynacje.
Napoił mnie swoją krwią i natychmiastowo wszystkie dolegliwości odeszły. Jakby były tylko złym snem.
 Do teraz, sądziłem, że był to tylko pojedynczy epizod tak realistycznego snu. Wszystkie kawałeczki układanki powracały na swoje miejsce, nabierając żywszych kolorów.
W związku z tym, że mama nie chciała z nim odejść, zażyczył sobie poświęcenia mu kilku lat ze swojego życia. Miał on przychodzić do mnie co dwadzieścia lat, kradnąc kilka, wchodząc w moje ciało.
Nikt jednak nie przewidywał, że i mnie namierzy wampirza karma. Warunki nie pozostały bez zmian.
To z pewnością nie jest zwykły wampir, który teraz żąda wejścia w moje ciało i pasożytowania w nim.
Przychodzi co sto lat, od dnia kiedy ukończyłem dziesięć ludzkich lat, a za kilka dni, będę obchodzić okrągłe trzysta dziesięć.

Teraz myślę, że nie było warto przeżyć za taką zapłatę.

  Katherine?








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz