Musiałem być w ciągłym ruchu. Nie mogłem sobie pozwolić na przystań w jakimkolwiek miejscu, bez względu na warunki czy mój stan. To pomogłoby mu mnie namierzyć, a nie zamierzałem się oddać mu trzeci raz w moim życiu do spustoszenia mojego ciała i psychiki. Wszystkich moich norm i obyczajów, jakie na nowo musiałem odbudowywać po tym jak dostał się do mojej głowy.
Nie wróciłem nawet do domu, nawet nie powiedziałem słowa pożegnania do Xany. Wiedziałem, że i tak odnajdzie powrotną drogę do mnie.
Nie byłem jej Panem, a właścicielem, ale teraz musiała i ona być ode mnie jak najdalej. Każdy skrawek z dawnego życia - to życie już nie miało prawa istnieć - było moim własnym GPS'em, moją zgubą.
Chciałem zrobić jeszcze wiele rzeczy, najważniejszą było wychowanie córki. Dawno odpuściłem związek z Katherine, nie miał on prawa przetrwania, tylko sobie wmawiałem, że może być inaczej, jeżeli dam z siebie więcej.
Wsiadłem do jakiegoś auta, stojącego na brzegu chodnika i włączyłem stacyjkę. Nie mrugnąłem okiem, a koło mnie pojawił się tamten koleś.
Ten przez którego piękny dywan Katherine pokrył się krwią. Czarownik.
Siedział z ucieszoną gębą obok mnie, a ja zastanawiałem się jak w takim szybkim tempie zdołał otworzyć drzwi do auta, usadowić się na miejscu pasażera i nabrać takiego optymizmu.
Naprawdę miałem ochotę znów mu przyłożyć, nawet jeśli zostałoby kilka zębów na kierownicy tego grata.
- Nie powinieneś czasami być na Paradzie popierającej związki homo?
- Zainteresowany? - błysnął tym niezwykle wkurzającym uśmiechem.
- Nie bardzo. - odparłem krótko, mało przyjaznym tonem. - Czego? - każdy inny na jego miejscu wysiadłby z auta i trzasnął głośno drzwiami, które prawdopodobnie by wypadły.
- Powiedzmy, że wiem w jakiej sytuacji jesteś. I wiem jak pomóc ci się zamaskować.
- Siedziałeś kiedyś w aucie z osobą, która jest najmniej pożądanym przez ciebie człowiekiem w tej chwili, a dodatkowo obiłeś jej kiedyś mordę?
- Byłem bliski obicia twojej, ale pogwałciłbym męską solidarność.
- Chyba gejowską.
Przewrócił dużymi brązowymi oczyma i wyciągnął papierosa z wnętrza wielokieszeniowej czarnej ramoneski.
- Pozwoliłem fajczyć? - warknąłem - Podczas jazdy wiatr roznosi dym po całym aucie.
- Jeszcze nie ruszyliśmy. - zauważył
- Kultury trochę. - wyciągnąłem jednego papierosa z paczki, którą trzymał w ręce i zażądałem ognia.
Jeden, ledwie dostrzegalny ruch palcem czarownika, a końcówka papierosa zajarzyła się lekko.
- Więc co mi oferujesz? - wyjechaliśmy na główną ulicę by zaraz stanąć w korku.
- Jaki najbardziej pożądany facet na świecie wjeżdża na główną? Koleś, jesteś na talerzu.
- Zamierzasz prawić morały najbardziej pożądanemu facetowi na świecie?
- Jesteś pożądany przez tego starego wampa, nie schlebiaj sobie tak.
- Ale nie obiłeś mojej pożądanej mordy.
Nawet gdy zjechałem na boczną ulicę i podążałem w kierunku jakiejś wsi, Czarownik nie miał umiaru w brytyjskim humorze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz