niedziela, 3 kwietnia 2016

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Pani Freydez! - zawołałam, kiedy tylko weszłam do domu. Kobieta prędko pojawiła się pod moim nosem, a jej oczy błyszczały czujnie, jakby czegoś się spodziewała. - Gdyby Jev się pojawił, proszę do mnie zadzwonić. Będę na dole.
- Kolejny raz to samo. Zamykasz się w piwnicy i czasem spędzasz tam niemal całe dni. Co ty tam takiego masz? Dlaczego nie chcesz podzielić się tym ze światem? - Założyła ręce na piersi.
- Przykro mi, pani Freydez, ale to nie pani interes - odparłam ostro. - To, co tam się znajduje jest wyłącznie moją sprawą i tobie nic do tego, kobieto. Więc łaskawie postaraj się być mniej wścibska i wykonaj moje polecenie. Czy to jasne? 
Pokręciła lekko głową, patrząc na mnie... Cóż, spodziewałam się raczej wrogości z jej strony albo już nawet uległości, ale na pewno nie przyszłoby mi na myśl, że kobieta, niemal tak samo arogancka jak ja i przez to niezwykle mi bliska, spojrzy na mnie z taką czułością i zrozumieniem.
- Co się stało, Kathie? - Podeszła odrobinę bliżej, a jej dłoń dotknęła mojego ramienia, przez co moje mięśnie nico się rozluźniły. Jej dotyk był niemal... matczyny. - Skarbie, wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć. Widzę, że coś cię trapi. Mnie nie oszukasz.
Odwróciłam wzrok, nie mogąc patrzeć na jej twarz.
- Po prostu... Mam ostatnio wiele na głowie i teraz jeszcze... Zamordowano dziecko przyjaciółki Jev'a, a ją porwano. Osoba, która to zrobiła, zostawiła to. - Podałam jej kartkę z groźbą. - Przepraszam, że tak na panią naskoczyłam. Nie powinnam była...
- A to nie jest przypadkiem aramejski? - Przerwała mi, mrużąc oczy.
- Aram...? O tak! Jest! - Spojrzałam na nią, nie ukrywając radości. Pocałowałam ją prędko w policzek. - Jesteś genialna! Dlaczego tego wcześniej nie zauważyłam!? W skarbcu mam całą masę książek w tym języku... Na pewno coś się znajdzie! Uwielbiam panią! Naprawdę! Ale teraz muszę wracać do pracy!
Roześmiała się serdecznie, klepiąc mnie po plecach.
- Co byś beze mnie zrobiła, Katherine?
- Nie chcę nawet o tym myśleć - odpowiedziałam tym samym, życzliwym tonem i udałam się naprędce w kierunku windy w dół. 
Moja piwnica miała kilka pięter. To najniższe było przeznaczone na skarbiec, chociaż z pozoru nie istniało. Po wklepaniu jednak odpowiedniego kodu - aczkolwiek do wpisania tylko moimi palcami, ponieważ urządzenie miało pamięć ciała - wyskakiwał następny przycisk, jak w filmach akcji. 
Kiedy winda zaczęła zjeżdżać w dół, po raz ostatni uśmiechnęłam się do pani Freydez, która szepcząc coś pod nosem, ruszyła do kuchni.

Dwie godziny później mój entuzjazm nieco opadł. Faktycznie, miałam wiele takich ksiąg. Ogólnie miałam wiele ksiąg i to był problem. Przez pierwszą godzinę starałam się znaleźć te odpowiednie, a przez następną zaczęłam szukać słów, które zostały zapisane na papierze. Niestety, ciągle byłam w kropce.
Nagle zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się imię pani Freydez. A raczej nie imię, tylko zwyczajne "Pani Freydez". Jej imię było zbyt ciężkie do napisania, wymówienia, czy czegokolwiek innego.
- Wampir już przyszedł - powiedziała, a z jej tonu wynikało, iż nie jest tym zbytnio zadowolona. - Pyta, czy udało ci się już... - urwała, kiedy pojawiłam się przy niej. - Boże przenajświętszy! Tak nie można, Katherine! To złe tak po prostu się... Teleportować!
- To głupie słowo. - Uśmiechnęłam się lekko i odwróciłam się do Jev'a. Widząc jego zmarniałą minę, mój uśmiech przygasł. - Możesz nas zostawić samych?
Westchnęła głośno, ale nic nie powiedziała i wyszła do ogrodu.
- Przykro mi, Jev, ale na razie nie udało mi się nic znaleźć. Tych ksiąg jest zbyt wiele. Ale myślę, że gdybyśmy połączyli siły... - Teraz wiedziałam, gdzie znajdują się owe aramejskie słowniki, więc siłą umysłu przeniosłam je na stół w salonie. - Myślę, że do rana znajdziemy odpowiedź.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz