Katherine zadeklarowała się by oddać energię Shevy. Ta, już to widzę.
Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, wiedząc, że ona zawsze ma swój cel, a bezintersowność jest jej obca.
Z czasem gdy Katherine wpadała w otępienie, Shevy zaczynała się budzić.
Najpierw otworzyła jedno oko, następnie drugie. Wyciągnęła drobne przedramiona ku górze rozprostowując je.
- Jev. Jev? - westchnęła - Jev! - gdy dokładniej się ocudziła
wybałuszyła oczy i poczęła spoglądać na wszystkich dookoła. Szczególnie
wpatrywała się w trupio bladą twarz Tepesa, którego uśmiech nie znał
granic.
- Tepes? - bąknęła, a w jej oczach pojawiły się iskierki gniewu.
- Ha ha ha - zaśmiał się ze złowieszczą nutką w gardłowym śmiechu
- Zamknij ten kredowy ryj!
- Jev... - Shevy zaczęła przecierać oczy. W końcu jej wzrok padł na Yonę
i granatowy kocioł. - Yyy - przygryzła wargę zniesmaczona.
- Shevy! Tak się cieszę - nie zważając na jej grymas przytuliłem ją do siebie.
- Idź, ty niedźwiedziu! - mruknęła odrywając się ode mnie. Zrozumiałem,
że nadal nie odzyskała w pełni sił, a energia Katherine jeszcze do niej
docierała. W dodatku mój stalowy uścisk nie działał na nią zbyt
pozytywnie.
- Wyjaśnij mi co się stało! - zażądała, gwałtownie przy tym stając.
Jednak straciła równowagę i prawie upadła, ale ją złapałem. Pomogłem jej
wejść na fioletową sofę. - No mów! - mimo to nalegała.
- Cisza! - krzyknąłem - Ściągnij to. - wskazałem podbródkiem jej bluzkę.
Wampirzyca skarciła mnie złowrogim spojrzeniem i wymierzyła policzek.
Nie zabolało. Bo ona nie miała siły.
- Nie o to mi chodziło. - zaprotestowałem. Przysunąłem się do niej
bliżej i położyłem jej dłoń na piersi, tam gdzie powinno znajdować się
martwe serce. Ono biło.
<Katherine? Liczę na Twoje szybkie wybudzenie.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz