Wyciągnęłam dłoń, aby dotknąć idealnie wypolerowanej, złotej gałki drzwi. Były ciemne, w gotyckim stylu. Na środku widniała głowa lwa, pokazująca nam swe idealne uzębienie. Dotknęłam go delikatnie, a potem przejechałam również palcem po drewnie. Nie łatwo zachwycić mnie materiałem budowlanym, lecz to przerastało wszystko, co dotąd widziałam.
- Nie przyjechaliśmy tu podziwiać drzwi, Kat - mruknął obojętnie Vlad, odczytując moje myśli. Natychmiast zamknęłam swój umysł, lecz on tylko parsknął i podszedł bliżej do drzwi. Trzy razy zastukał złotą kołatką.
Przez chwile staliśmy w ciszy, słuchając jedynie odległego śpiewu ptaków. Już niedługo odlecą do Afryki, a pozostaną z nami nieliczne ptaki, na przykład kruki. Na samą myśl o tym zrobiło mi się przykro. Tęskniłam za Fiodorem, a jego piórko nosiłam na szyi każdego dnia niczym talizman. Podświadomie musnęłam je palcami, zdobywając tym spojrzenie Jev'a, który nie potrzebował daru czytania w umysłach, by wiedzieć, co mi chodzi po głowie.
- Może nikogo tam nie ma? - odezwałam się, przerywając napiętą ciszę. - Może Yona wyjechała?
- A wraz z nią cały dwór? - odparł sarkastycznie Vlad. - To nie w jej stylu.
Nagły szum wiatru zniekształcił jego ostatnie słowa. Drzewa przechyliły się na wietrze, a ptaki nagle umilkły. Nagle poczułam się obnażona. Jakby wszystkie moje uczucie, myśl i emocje stały się jedną wielką oczywistością dla otaczającego nas świata.
- Nie znasz mnie, moje dziecko - usłyszeliśmy za nami schrypnięty, lecz przyjemny głos. - Lecz ja znam ciebie, Vladzie Tepesu.
Wszyscy troje gwałtownie się odwróciliśmy i spojrzeliśmy na czarownicę.
Yona była starą, przygarbioną kobietą. Idealnie ukazywała postać złej Baby Jagi. Nie brakowało jej nawet wydłużonego podbródka, haczykowatego nosa oraz brodawki. Oczy miała jednak mądre, jakby liczyła sobie więcej lat, niż jesteśmy w stanie zliczyć. Choć nie była ładna ani trochę, jej serce było czyste i dobre. Poza tym już zaczynałam ją lubić. Jak nikt potrafiła zgasić arogancję Vlada.
Od pięciu minut siedzieliśmy w jej piwnicy - tajnej siedzibie. Był kocioł, były różne zioła. Brakowało tylko miotły. Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu, jakby odczytała moje myśli, choć wciąż miałam je starannie zamknięte.
- Potrafię przenikać nawet tak twarde bariery, jak twoja - wyjaśniła, odpowiadając na moje myśli i podejrzliwie spojrzenia.
- Ani trochę mnie to nie pociesza - mogło to być niegrzeczne, lecz ostrożnie się uśmiechnęłam, co przyprawiło ją w zadowolenie.
- Och, nie martw się, kochana - zaśmiała się gardłowo i wyciągnęła w moją stronę rękę. - Podaj mi dłoń. Chciałabym coś sprawdzić.
Zdziwiłam się, lecz posłusznie wykonałam polecenie. Zacisnęła palce na mojej dłoni i zamknęła oczy, jakby się skupiała. Wreszcie otworzyła je i widać było, że zadowoliło ją to, cokolwiek tak zobaczyła.
- Cudownie! - klasnęła w dłonie. - Wśród wampirów mało jest czarownic. A ty nadajesz się idealna to praktykowania magii!
Zmieszałam się i postarałam jakoś sprostować sytuację.
- Obawiam się, że to nie dla mnie.
- Jeszcze zmienisz zdanie - odpowiedziała poważnie i pewnie, lecz nie miałam czasu zaprzeczyć ponieważ zwróciła się do wyraźnie rozdrażnionego już Jev'a. - A teraz zajmijmy się twoją Shevy.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz