- Och - westchnąłem teatralnie - Dziękuje, że sobie o mnie
przypomniałyście - popatrzyłem spode łba, głównie na Katherine. Stara
dobra, niedobra Katherine. Zadufana w sobie. Gdy na nią teraz patrzyłem
moje uczucie do niej wygasało z każdą chwilą. Czasem trzeba dać sobie
spokój z kimś nieosiągalnym. A ona się nie zmieni. Nigdy. Bo to nie ja
jestem jej prawdziwą miłością.
Czarownica jednak puściła moją uwagę mimo uszu. Zerwała się z krzesła
bezszelestnie i wzięła ode mnie Shevy. Kobieta była bardzo silna jak na
swą wątłą budowę ciała.
- Wygląda mi to na wywar ukusangana - stwierdziła rozszerzając powieki nieprzytomnej wampirzycy.
- Hę? - popatrzyliśmy na nią we trójkę ze zdziwieniem.
- Eliksir prowokujący halucynacje. - wyjaśniła - Stare wampiry, a takie głupie - mruknęła zarozumiale.
- Ale dlaczego tak źle je znosi? - spytałem cały czas obserwując czarodziejkę szeroko otwartymi oczyma.
- Bo to nie jest zwykły lek. - wkurzyło mnie, że użyła słowa "lekarstwo".
- Och, Jev, tak mało wiesz...
- Nic o mnie nie wiesz - wstałem i zwinąłem ręce w pięści.
- Przeciwnie, wiem o wiele więcej niż się spodziewasz. - położyła palce
na skroni i zamknęła oczy - Ona cię przemieniła - spojrzała na Shevy -
Kochałeś ją - nie odrywała wzroku od Shevy - Kochasz ją - wydawało mi
się, że się poprawiła, ale tym razem patrzyła na Katherine. Przywódczyni
dzielnie wytrzymała jej wzrok, ale ja nie wytrzymałem;
- Zajmij się Shevy, stara wiedźmo!! - wezbrała się we mnie fala gniewu i
miałem ochotę cisnąć czymś w czarownice. Tak, zaatakować ją w jej
własnym domu. Gdyby nie stan Shevy dawno bym wyszedł i trzasnął
drzwiami. - Słucham. - posłałem jej prowokujące spojrzenie.
- Jev, uspokój się - szepnęła Katherine.
Miałem ich dość.
- Pospiesz się, wiedźminko. - ponagliłem czarownicę Jej pomarszczona
twarz nie wyrażała emocji. Podeszła do kredensu i wyciągnęła m.in liści
fiolkę z krwią pterodaktyla, ogon jaszczurki, jad kobry i kilka gałek
ocznych borsuka. Wrzuciła je do wielkiego granatowego kotła i zamieszała
metrową drewnianą łyżką.
Po kilku minutach gotowania, wlała zieloną i mazistą miksturę do szklanki i podała Shevy.
Przytrzymałem wampirzyce i otworzyłem jej usta, by czarownica wlała płyn
do jej gardła. Następnie oślepił nas niewiarygodny blask i przez kilka
sekund zaburzyło normalne widzenie.
Usłyszałem jak Tepes wymówił kilka przekleństw w języku włoskim i nawet jedną modlitwę.
Światło przecięło chrapliwy głos i pojękiwanie. Z Shevy chyba nie było do końca w porządku.
<Katherine?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz