- Robisz ze swojego apartamentu - w moich ustach określenie dotyczące jej domu, zabrzmiało nieprzyzwoicie, niemal jakbym mówił o burdelu, a ona oczywiście to wychwyciła. Na moje usta wpełzł złośliwy uśmieszek. - schronisko dla przybłęd?
- Proponuję złoty środek dla naszej córki. - przyjęła to jako stanowisko obronne, zadarła nos i spojrzała mi głęboko w oczy.
- Dobra, ale nie śmiej myśleć, że będę na każde twoje zawołanie. - zgodziłem się.
Nie miałem powinności jej przecież dziękować, to ona prosiła mnie o przysługę. Oczywiście medal miał dwie strony, bo również pragnąłem jak najlepiej dla naszej córki. Ale właśnie w tym była rzecz - to była nasza córka, a ja nie chciałem mieć z Katherine nic wspólnego.
Zabawa jeszcze się nie skończyła, więc zgodnie z celem dzisiejszego spotkania, poszedłem złożyć gratulację Cassandrze i Casprowi.
Wymieniłem z Cass kilka znaczących spojrzeń, chociaż nie mogłem się do końca odprężyć. Wciąż czułem na sobie ciężki wzrok jej brata, Lorenza. Kiedy chciałem do niego podejść i wyjaśnić sprawę, drogę zastąpił mi Casper.
- Jednak się pojawiłeś. - powiedział jakby co dopiero mnie zobaczył, a było to dziwne, bo niecałe trzydzieści sekund temu stałem obok niego i jego ognistowłosej narzeczonej.
- Niezbyt chętnie. - przyznałem - Nie jesteś przerażony wkroczeniem do rodziny Clare? - sprowadziłem rozmowę na inny tor, nie chcąc wiercić tematu, którego tytuł, wstęp i rozwinięcie, doskonale znaliśmy.
- Trochę - powiódł za moim spojrzeniem, skrzyżowanym z oczami Lorenza.
- Co z nim nie tak? - zapytałem najcichszym z możliwych tonów
- Jest gejem. - odparł i parsknął cicho śmiechem. Tak bardzo cicho, że spojrzenie owego geja stwardniało, lecz wciąż nie urwał kontaktu. - Mama nie zrobiła tęczowej flagi. - nie przestawał drwić
Nie wtórowałem mu, jedynie przypomniałem sobie co mówił o Wyspie Księcia Edwarda.
- Co za palant. - wyburczałem, oddając Casprowi kieliszek białego wina i podbiegłszy do czarownika, wziąłem zamach i zadałem mu mocny cios w szczękę. Z jego dziąseł poleciała krew, która zabarwiła moją marynarkę, wcześniej plamioną łzami. Ileż fizjologi dziś wzbudzam.
Nie żebym był homofobem, ale oskarżenie mnie o homoseksualizm, było o wiele pokaźniejszym ciosem dla mojej męskości, zachwianej już i tak przez te wszystkie kobiety.
Katherine? Nie kończ jeszcze dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz