Odłożyłam
kartkę na bok i rzuciłam znaczące spojrzenie Casprowi, który zatrzymał się w
pół ruchu. Otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, ale prędko go ubiegłam,
unosząc dłoń w górę.
-
Możesz mi wytłumaczyć… Co to jest? – Przysunęłam kartkę w jego stronę.
Odchrząknął.
-
Z tego, co wiem, to moja lista gości – wytłumaczył powoli, przesuwając ją z
powrotem w moją stronę. Wzruszył ramionami, kiedy ponownie podniosłam na niego
wzrok. Jego narzeczona – cholera wie, jak miała na imię – z zainteresowaniem uniosła
głowę znad laptopa. Sam fakt, że była w moim domu był już dla mnie nie do
zniesienia, ale dla Caspra postanowiłam odpuścić.
-
Tyle to wiem. Tylko… Dlaczego jest taka krótka? – Spróbowałam jeszcze raz.
Ponownie
wzruszył ramionami.
-
Nie potrzebuję wielu gości – oznajmił spokojnie.
Przewróciłam
oczami i chwyciłam laptopa jego narzeczonej, a następnie przysunęłam go do
siebie. Przebiegłam wzrokiem po nazwiskach i westchnęłam z irytacją.
-
Już nawet Clarisse ma więcej gości! Ty śmiesz nazywać się Aristow, chłopcze? –
Pogroziłam mu palcem, kiedy jego narzeczona delikatnie odbierała mi laptopa,
jakby obawiając się, że go zniszczę.
-
Cassandra – powiedziała, a ja niemal usłyszałam jak ze złości podnosi jej się
ciśnienie.
Zignorowałam
ją, dalej wpatrując się w syna. On ostrożnie przenosił spojrzenie ze mnie na nią.
-
Wiesz, mamo… - Nie dokończył, ponieważ nagle mnie olśniło.
-
Podaj mi to jeszcze raz – zwróciłam się do czarownicy.
Zmarszczyła
brwi, ale przysunęła w moją stronę laptopa. Ponownie przeczytałam listę gości,
a następnie uniosłam dłonie w geście frustracji.
-
Naprawdę masz zamiar zaprosić Jev’a? – fuknęłam.
Prychnęła.
-
To mój przyjaciel. Tak, mam zamiar go zaprosić. Zapominasz, że to moje
przyjęcie zaręczynowe, a nie twoje. Z tego, co wiem, swoje przegapiłaś.
Zmrużyłam
oczy, utwierdzając się w fakcie, że jej nie lubię.
-
Dajcie spokój. Obydwie – mruknął Casper. – Ale Cassandra ma rację, mamo. To
nasze przyjęcie i możemy zaprosić kogo tylko chcemy. Ona chce zaprosić Jev’a, a
ja dziadka. Musisz się z tym pogodzić. Bo bardzo chciałbym, żebyś jednak była
obecna.
Wstałam
z miejsca, rzucając im ostatnie spojrzenie.
-
Oczywiście, że będę obecna. W końcu to mój dom.
Godzinę
później, kiedy Casper i jego czarownica wyszli, udałam się na górne piętro.
Zatrzymałam się przed drzwiami do pokoju Vivienne, zastanawiając się, co mam
jej powiedzieć. W ostatnich dniach wszystko wydawało się być w porządku, ale
nie dawałam głowy, czy nadal nie jest na mnie zła, tylko po prostu nie daje
tego po sobie poznać. Wiedziałam, że ciągle boli ją ta sprawa z Jev’em, a
największym w tym winowajcą jestem ja.
Wreszcie
zapukałam do drzwi i je uchyliłam.
-
Co tam? – Uniosła wzrok z nad książki. Leżała na łóżku z jakąś powieścią od
Neila Germana. Uśmiechnęłam się do niej lekko i wślizgnęłam się do środka.
-
Powinnaś czytać takie książki? – Spojrzałam na tytuł. – „Koralina” totalnie
mnie przeraża.
-
Nie martw się, mnie też. Wszystko jest tam takie… dziwne. Nawet jak na mnie. –
Odwzajemniła lekko uśmiech. Gdyby moje kanaliki ciągle działały, posikałabym
się z ulgi. – O co chodzi?
-
Skarbie, pewnie wiesz, że jutro jest przyjęcie zaręczynowe Caspra…
-
…i Cassandry – dokończyła za mnie, najpewniej wiedząc, że ciągle nie dam o imię
czarownicy.
-
Tak. I chodzi o to… Że ona zaprosiła twojego ojca – starałam się powiedzieć to
jak najdelikatniej.
Zamknęła
lekko książkę i usiadła. Na jej twarzy pojawiła się odrobina zaskoczenia zmieszanego
ze smutkiem.
-
Och – wydusiła tylko. – Zapewne powiesz mi, żebym trzymała się od niego z
daleka, bo ty tak wolisz?
-
Nie, skarbie. – Usiadłam koło niej. – Decyzja należy tylko do ciebie. Ale
chciałabym, żebyś dała mu szansę. Mimo wszystko jest dobrym człowiekiem.
-
Ale przecież nas zostawił. – Zacisnęła wargi, a ja już czułam, że jest na
granicy płaczu.
-
To nie była jego decyzja. Po prostu chciałabym… Żebyś spędziła z nim trochę
czasu.
-
Rozumiem. Wiesz, wydawał się miły. Myślę, że potrafię mu wybaczyć. – Ścisnęła moją
dłoń.
Zaśmiałam
się.
-
Czasami mówisz jak dorosła, więc zapominam, że ciągle jesteś dzieckiem. –
Poklepałam ją po głowie.
-
Dobra, dobra, przestań. Daj mi dokończyć tą książkę. Potem chcę obejrzeć film.
-
Wiesz, że jest animowany, prawda? – Uniosłam brwi.
-
Przez to jest chyba jeszcze bardziej przerażający.
Przewróciłam
oczami, cicho wychodząc z jej pokoju.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz