czwartek, 31 marca 2016

Od Jev'a - CD historii Katherine

Słowa Katherine niekoniecznie do mnie trafiały i były kodowane - wszystko było niwelowane przez zdenerwowanie, wręcz wściekłością spowodowaną gębą tego chamskiego czarownika.
- Auć - jeknąłem, chwytając się za głowę. Czułem pulsowanie w kości politycznej, przechodzące poziomo przez ciemieniową.
- Co zaś? - mruknęła Kath, ewidentnie znudzonym głosem.
Nie odpowiedziałem, wyminąłem ją i wyszedłem z domu, do którego zaraz miałem wrócić.

Tak naprawdę nie chciałem iść do żadnego domu. Ani wracać do własnego, gdzie czekała na mnie natarczywa Kim i jej wiecznie beczące dziecko, ni mieszkać (znów) z Kath, zgrają demonów i panią Freydez, której niezwykle trudno było zdobyć zaufanie, po tym jak jednorazowo ją zaatakowałem.
Szedłem na piechotę przez miasto, nie zawracając sobie głowy tym, że ktoś mógłby zobaczyć jak poruszam się ciut szybszym tempem niż inni ludzi. Słońce powoli wstawało, gdy dotarłem do domu. Spodziewałem się zastać Kim w szlafroku, przeszukującą moją lodówkę, jak co dzień o wczesnym poranku, gdy jej żołądek zaczynał marudzić.
Potem i tak wszystko lądowało w moim pozłacanym sedesie.
Wszedłem na górę i zrzuciłem z siebie ciasnawą marynarkę (już ją taką kupiłem!), wkładając koszulkę bez rękawków, bo zamierzałem pójść na siłownie, jak tylko otworzą centrum.
Zaniepokoiłem się trochę, bo jeszcze nie usłyszałem zrzędliwego marudzenia ani płaczu, za co podziękowałem Bogu, choć i tak w niego nie wierzyłem.
Wchodząc do kolejnego pomieszczenia, a było ich naprawdę sporo w moim mieszkaniu, zobaczyłem kartkę przywieszoną na drzwiach. Tak właściwie była przytwierdzona nożem, otoczonym brunatnymi skrzepami krwi...
"Twój koniec jest bliski" - widniało koślawym pismem na pożółkłym papierze. Pod dołem było kilka znaków, których nie potrafiłem rozszyfrować. Wtem poczułem bardziej intensywny zapach, coś na kształt rozkładającego się ciała. Gdy się odwróciłem moim oczom ukazał się widok córki Kim, z której małej klatki piersiowej wystawało ostrze. Miała otwarte, przerażone oczy, podobnie jak moje w tym momencie. Po Kim, nie było śladu.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz