Teoretycznie
rzecz biorąc przyjęcie miało się rozpocząć o godzinie dwudziestej. Pierwsi
goście, jednak zaczęli pojawiać się już
na dwie godziny przed nim. Chociaż może nie do końca powinno się ich nazywać „gośćmi”.
Byli raczej stałymi bywalcami tego domu.
W
czasie, kiedy Pavlo ze swoją osobą towarzyszącą – uroczą brunetką, która nie
miała chyba skończonej dwudziestki i na pewno nie była wampirem – opróżniali barek,
a Thomas dyskutował z Chrisem, ja z rozdrażnieniem starałam się dodzwonić do
Caspra. Na przemian z jego narzeczoną.
-
Gdzie on jest, do cholery? – Czarownica warknęła po jakiejś dwudziestej
nieudanej próbie połączenia. Kiedy już otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć,
wyprzedziła mnie. – Błagam, nie mów mi o tym, że pewnie się rozmyślił, bo mu
się znudziłam i wcale się temu nie dziwisz.
-
Nie zamierzam – fuknęłam, podchodząc do niej bliżej i wyrywając jej telefon z
dłoni. – Wiem, że mimo wszystko Casper cię kocha. Nawet jeśli ja za tobą nie przepadam.
I wiem też, że nigdy nie rozmyśliłby się, ani nie zapomniałby o swoim przyjąciu
zaręczynowym. A jeśli się spóźnia, może oznaczać to tylko, że miał coś ważnego
na głowie.
Odetchnęła
głośno, zabierając mi swój telefon.
-
Wiesz, może masz trochę racji. – Odwróciła wzrok i uśmiechnęła się lekko. –
Dzięki. Chociaż właściwie to Casper się jeszcze nie spóźnia. Do imprezy zostało
trochę czasu.
-
Racja. – Skrzywiłam się, patrząc na Vivienne, która podeszła do Pavla i jego
towarzyszki. Za pewne zaraz zaproponują jej alkohol. Nie to, żeby miał na nią w
jakiś sposób podziałać, ale wolałam uniknąć tytułu Najgorszej Matki Roku, choć
i tak już byłam wśród nominowanych. – Próbuj dalej. Może wreszcie jaśnie pan
postanowi się odezwać.
Bez
dalszych ceregieli udałam się w stronę barku. Vivienne opierała się o niego
bokiem, śmiejąc się z czegoś, co powiedział Pavlo. Brunetka zaś, widząc mnie,
przylgnęła do ramienia Pavla, jakby zauważając we mnie konkurencję. Naprawdę?
Uważała, że chciałabym poderwać Pavla? Niech nie bierze tego do siebie, ale
mimo tego, że był przystojnym kobieciarzem, wyglądał na pięćdziesiąt lat, był
dla mnie jak brat i zdecydowanie nie był w moim typie.
-
Jeśli szukasz czegoś do picia, to nie jest dobre miejsce – powiedziałam na
przywitanie do córki, która naburmuszona, prychnęła cicho.
-
Daj spokój, Kath. – Pavlo uśmiechnął się do mnie szeroko. – Uważasz ulubionego
wujka Viv za złe towarzystwo dla niej?
-
Ulubionego wujka? – prychnął Chris, który właśnie przechodził obok. –
Zapominasz, kto ją wychowywał przez pierwsze parę dni.
Został
przez wszystkich zignorowany, więc tylko poszedł dalej.
-
Nie uważam cię za złe towarzystwo. Uważam cię za alkoholika. I dla tego właśnie
ostrzegam cię, żebyś uważał, ponieważ wiem, że Viv może coś podkraść, a ty „przez
przypadek” tego nie zauważysz.
-
Ej! – krzyknęli obydwoje.
Roześmiałam
się cicho.
-
Dobra, ufam wam. Obym tego nie żałowała. – Odwróciłam się i ruszyłam w stronę
narzeczonej moje syna. Rozmawiała gorączkowo przez telefon, co uznałam za dobry
znak. Może wreszcie udało jej się dodzwonić do Caspera. Gdy do niej dotarłam,
skończyła wreszcie rozmawiać. – No i?
-
Już tu jedzie – westchnęła, uśmiechając się lekko. – Powiedział, że Aleksander
prosił, aby Casper odebrał go z lotniska.
-
Z lotniska? – prychnęłam. – A gdzie mój szanowny tatuś teraz mieszka?
-
W Moskwie. Z tego, co wiem, wrócił ponownie do swojego… waszego starego domu. –
Mogłabym przysiąść, że w jej głosie słyszałam współczucie.
-
Skurwysyn – syknęłam. – Jak on śmie tam wracać po tym wszystkim?
-
Ja… Spotkałam go parę razy i wydawał się dosyć miłym człowiekiem… - zaczęła
ostrożnie. – Myślę, że powinnaś dać mu drugą szansę.
Parsknęłam
złośliwym śmiechem.
-
Drugą szansę!? On zabił moją matkę! Za takie coś nie daje się drugiej szansy!
Jej
usta ułożyły się w duże „O”.
-
Zabił… swoją żonę? Nie miałam pojęcia. Przykro mi.
Przewróciłam
tylko oczami i poszłam się napić czegoś mocniejszego.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz