poniedziałek, 28 marca 2016

Od Katherine - CD historii Jev'a



 Teoretycznie rzecz biorąc przyjęcie miało się rozpocząć o godzinie dwudziestej. Pierwsi goście,  jednak zaczęli pojawiać się już na dwie godziny przed nim. Chociaż może nie do końca powinno się ich nazywać „gośćmi”. Byli raczej stałymi bywalcami tego domu.
W czasie, kiedy Pavlo ze swoją osobą towarzyszącą – uroczą brunetką, która nie miała chyba skończonej dwudziestki i na pewno nie była wampirem – opróżniali barek, a Thomas dyskutował z Chrisem, ja z rozdrażnieniem starałam się dodzwonić do Caspra. Na przemian z jego narzeczoną.
- Gdzie on jest, do cholery? – Czarownica warknęła po jakiejś dwudziestej nieudanej próbie połączenia. Kiedy już otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, wyprzedziła mnie. – Błagam, nie mów mi o tym, że pewnie się rozmyślił, bo mu się znudziłam i wcale się temu nie dziwisz.
- Nie zamierzam – fuknęłam, podchodząc do niej bliżej i wyrywając jej telefon z dłoni. – Wiem, że mimo wszystko Casper cię kocha. Nawet jeśli ja za tobą nie przepadam. I wiem też, że nigdy nie rozmyśliłby się, ani nie zapomniałby o swoim przyjąciu zaręczynowym. A jeśli się spóźnia, może oznaczać to tylko, że miał coś ważnego na głowie.
Odetchnęła głośno, zabierając mi swój telefon.
- Wiesz, może masz trochę racji. – Odwróciła wzrok i uśmiechnęła się lekko. – Dzięki. Chociaż właściwie to Casper się jeszcze nie spóźnia. Do imprezy zostało trochę czasu.
- Racja. – Skrzywiłam się, patrząc na Vivienne, która podeszła do Pavla i jego towarzyszki. Za pewne zaraz zaproponują jej alkohol. Nie to, żeby miał na nią w jakiś sposób podziałać, ale wolałam uniknąć tytułu Najgorszej Matki Roku, choć i tak już byłam wśród nominowanych. – Próbuj dalej. Może wreszcie jaśnie pan postanowi się odezwać.
Bez dalszych ceregieli udałam się w stronę barku. Vivienne opierała się o niego bokiem, śmiejąc się z czegoś, co powiedział Pavlo. Brunetka zaś, widząc mnie, przylgnęła do ramienia Pavla, jakby zauważając we mnie konkurencję. Naprawdę? Uważała, że chciałabym poderwać Pavla? Niech nie bierze tego do siebie, ale mimo tego, że był przystojnym kobieciarzem, wyglądał na pięćdziesiąt lat, był dla mnie jak brat i zdecydowanie nie był w moim typie.
- Jeśli szukasz czegoś do picia, to nie jest dobre miejsce – powiedziałam na przywitanie do córki, która naburmuszona, prychnęła cicho.
- Daj spokój, Kath. – Pavlo uśmiechnął się do mnie szeroko. – Uważasz ulubionego wujka Viv za złe towarzystwo dla niej?
- Ulubionego wujka? – prychnął Chris, który właśnie przechodził obok. – Zapominasz, kto ją wychowywał przez pierwsze parę dni.
Został przez wszystkich zignorowany, więc tylko poszedł dalej.
- Nie uważam cię za złe towarzystwo. Uważam cię za alkoholika. I dla tego właśnie ostrzegam cię, żebyś uważał, ponieważ wiem, że Viv może coś podkraść, a ty „przez przypadek” tego nie zauważysz.
- Ej! – krzyknęli obydwoje.
Roześmiałam się cicho.
- Dobra, ufam wam. Obym tego nie żałowała. – Odwróciłam się i ruszyłam w stronę narzeczonej moje syna. Rozmawiała gorączkowo przez telefon, co uznałam za dobry znak. Może wreszcie udało jej się dodzwonić do Caspera. Gdy do niej dotarłam, skończyła wreszcie rozmawiać. – No i?
- Już tu jedzie – westchnęła, uśmiechając się lekko. – Powiedział, że Aleksander prosił, aby Casper odebrał go z lotniska.
- Z lotniska? – prychnęłam. – A gdzie mój szanowny tatuś teraz mieszka?
- W Moskwie. Z tego, co wiem, wrócił ponownie do swojego… waszego starego domu. – Mogłabym przysiąść, że w jej głosie słyszałam współczucie.
- Skurwysyn – syknęłam. – Jak on śmie tam wracać po tym wszystkim?
- Ja… Spotkałam go parę razy i wydawał się dosyć miłym człowiekiem… - zaczęła ostrożnie. – Myślę, że powinnaś dać mu drugą szansę.
Parsknęłam złośliwym śmiechem.
- Drugą szansę!? On zabił moją matkę! Za takie coś nie daje się drugiej szansy!
Jej usta ułożyły się w duże „O”.
- Zabił… swoją żonę? Nie miałam pojęcia. Przykro mi.
Przewróciłam tylko oczami i poszłam się napić czegoś mocniejszego.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz