niedziela, 27 marca 2016

Od Jev'a - CD historii Katherine

Siedziałem oparty o niezwykle wygodne puchate poduszki, których futerko delikatnie łaskotało mój kark, na włoskiej sofie, którą miałem okazje zakupić podczas pobytu we Włoszech w 2005 roku, kiedy to miało miejsce straszne wydarzenie dla parafian kościoła katolickiego.
Papież Jan Paweł II zakończył swój żywot, a na łożu śmierci przekazał mi klucz do swojego domu, gdzie mogłem nabyć wspaniały zestaw do herbaty, którym teraz zachwycała się Kim.
- Skąd go masz? - zapytała, delikatnie dotykając brzegu pozłacanej rączki, imbryczka.
- Od... - zastanowiłem się chwilę, wszakże miałem z nim całkiem niezły kontakt. Karol był równym gościem. - kumpla. - uśmiechnąłem się, a ona popatrzyła na mnie jak na idiotę, po przeczytaniu drobnego maku zamieszczonego pod spodem jednej z filiżanek.
- Nie mów, że obrabowałeś papieża.
- Nie mówię. - ponowiłem uśmiech, a ona utrzymała swoje spojrzenie "Ty kretynie" przez kilka dobrych minut, zanim jej dobry humor został zawieszony.
- Nie mogę tu być cały czas i zachwycać się...
- ...rzeczami papieża? - dokończyłem parskając subtelnym śmiechem, który jednak był na tyle głośny by obudzić niemowlaka. - Ups.
Kim wyglądała jak jeżozwierz. Jeżozwierz ze wścieklizną. Włosy, które ścięła przed paroma dniami, stały jej na wszystkie strony, a zdenerwowanie z powodu płaczącego dziecka, które znów będzie musiała uspokajać znienawidzonymi przez nią kołysankami, przyczyniło się do nadania jej nowego pseudonimu.
- Jev. - warknęła, a ja zdążyłem się zorientować, że jeżeli nie chce wzbudzić również jej wybuchu płaczu, muszę natychmiast zrobić coś z tym uporczywym dźwiękiem.
- Nie wiem co mam robić. - przyznałem - Jestem facetem.
- Chyba wampiro-ciotą, jeżeli nie umiesz uspokoić małego dziecka.
- Bez wyzwisk! Zmieniałem pieluchę. - powiedziałem szybko
- Tak, ja też. Jakieś dwanaście razy dzisiejszego dnia, a jest - wskazała oskarżycielskim palcem ekran mojego telefonu, na którym wyświetlała się jedenasta trzydzieści siedem.
- Kupki się robią z prędkością jedna na godzinę. - zauważyłem, a Jeżozwierz rzucił we mnie pieluchą. Niezbyt czystą. - Nie często mam okazję przebywać z dziećmi.
- A twoja wampirza córka? - przypomniała mi, a ja natychmiast poczułem ukłucie...jakiejś emocji, którą nie do końca potrafiłem zidentyfikować.
- Nie widziałem jej w tym okresie życia.
- Wiesz co, Jev. Jesteś beznadziejnym zmieniaczem pieluch, usypiaczem, wampirem i ...
- Ojcem, wiem.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz