Nie to, żeby mi jakoś specjalnie na tym zależało, ale nie wiedziałam, co myśleć o tym, że nigdzie nie widzę Jev'a. Naprawdę miałam nadzieję, że porozmawia z Vivienne. Czy istniała szansa, że przemknął się i wmieszał się w tłum? To raczej nie byłoby możliwe. Nie, kiedy cały czas gapiłam się na drzwi. Mojej córki też niestety nie widziałam przez ostatnią godzinę, co sugerowało pewnie, iż zalęgła się w swoim pokoju i czytała książkę lub oglądała serial w sali kinowej.
Wokół mnie rozległy się śmiechy, które wyrwały mnie z zadumy. Rozejrzałam się z rozkojarzeniem po moim towarzystwie, a Chris rzucił mi spojrzenie, które sugerowało, że zauważył mój nagły brak zainteresowania.
- Mogłabyś chociaż udać, że to było zabawne - powiedział naburmuszony Pavlo, szturchając mnie łokciem. Potem przebiegł po mojej twarzy wzrokiem, domyślając się moich dylematów. - Naprawdę tak się tym przejmujesz? Myślałem, że już kompletnie dałaś sobie z nim siana i żyjesz dalej.
- To ojciec mojej córki. Nie mogę dać sobie z nim siana - fuknęłam w jego stronę, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. - Muszę z nim zachować jakiś kontakt. Dla Vivienne.
- A ja tam myślę, że po prostu sama nie pozwalasz mu odejść i żyć własnym życiem - mruknął Thomas, a Pavlo przytaknął, zgadzając się z przyjacielem. Tylko Christopher, który znał mnie, jak nikt inny uniósł szklaneczkę ginu do ust, ukrywając nieskutecznie uśmiech.
- Parę tygodni temu dałam mu kosza! - zaprotestowałam gwałtownie.
- To nie ma znaczenia - odezwał się Chris. - Przecież wszyscy, nawet ty, doskonale wiemy, że ciągle go kochasz. I nie próbuj zaprzeczać.
- Nie próbuję. Czy to cokolwiek, by dało? - zapytałam, unosząc brwi. - Ech, mam was dosyć. Myślałam, że w waszym towarzystwie chociaż uwolnię się od ojca i jego nowej, dziwkowatej rodzinki. Ale najwyraźniej moja teoretycznie lepsza rodzina również potrafi skopać mi dupę.
- Czuję się tym zaszczycony. - Pavlo roześmiał się głośno, a Chris i Thomas mu zrównali.
- Idę sprawdzić, co robi Vivienne. - Przewróciłam oczami i poszłam w swoją stronę.
Kiedy jednak dotarłam do jej drzwi, zawiesiłam się z dłonią na klamce. Poczułam w środku znajomą aurę, której na pewno się tutaj nie spodziewałam. Weszłam do środka, a moim oczom ukazali się Jev i Vivienne gawędząc sobie w najlepsze. Odchrząknęłam, ponieważ w pierwszej chwili mnie nie zauważyli i uniosłam brwi, kiedy zwrócili na mnie swoją uwagę.
- Przemknąłeś się bez przywitania? - Być może pytanie skierowane do Jev'a zabrzmiało nieco ostro, jednak następne słowa były już łagodne. - Zresztą nie ważne. Przepraszam, już wam nie przeszkadzam.
Uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z pokoju, zamykając cicho drzwi. W sercu czułam coś na kształt radości.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz