Od
dobrym dwóch godzin siedziałam w ogrodzie, dając znak mojemu ojcu, aby nie
wchodził mi w drogę. Mimo wszystko był mądrym człowiekiem i złapał aluzję. Och,
doskonale zdawałam sobie sprawę z jego obecności tutaj. Szczególnie po tym,
kiedy Casper przyszedł ze mną chwilę porozmawiać, przesiąknięty do reszty jego
zapachem. Nie mogłam znieść myśli, że ten zdradziecki skurwiel wychowywał
mojego syna, kiedy ja kompletnie go zignorowałam.
Pociągnęłam
z mojego drinka, jednocześnie bacznie obserwując przybywających gości, którzy
pojawiali się w moim domu. Większość z nich bawiła się w ogrodzie lub spędzała
czas przy barku tak jak ja. Paru osobników wyszło na parkiet. Na szczęście nigdzie
w tłumie nie mignął mi Aleksander Aristow, lecz na nieszczęście nie widziałam
również Jev’a. Liczyłam, jednak, że się pojawi i sprawy między nami będą mogły
zostać naprostowane, a on stanie się dobrym ojcem dla Vivienne.
Te
sztywne słowa rozbrzmiałe w mojej głowie zaskoczyły mnie samą na tyle, bym nie
zauważyła zbliżającego się demona.
-
Niezła imprezka – oznajmił Cillian, opierając się na blat koło mnie. Nie miałam
pojęcia, co tu robił, ponieważ z tego, co wiedziałam, nie był zaproszony przez
mojego syna, a jego narzeczonej nie znał. Zresztą, Casper nie pozwoliłby na to.
On i Cillian za sobą nie przepadali. – Topisz smutki w alkoholu?
-
Nie miewam smutków. – Wzruszyłam ramionami, ponownie łykając whiskey.
-
Miewasz ich więcej, niż przeciętny człowiek lub nieśmiertelny, Katherine. A
jednak w przeciwieństwie do innych, nie pragniesz być z ich powodu w centrum
uwagi i współczucia.
-
Zawsze pragnę być w centrum uwagi. – Moje usta rozciągnęły się w uśmiechu typowym
dla ludzi z wyższych sfer i aroganckich dupków.
-
A jednak stoisz w cieniu, jakbyś pragnęła uciec przed tłumem. – Skrzyżował ramiona
na klatce piersiowej, rzucając mi przy tym wymowne spojrzenie.
-
To nie mój wieczór – odrzekłam, odprowadzając wzrokiem do domu Caspra i jego
narzeczoną. – Zresztą, twój też nie. Przestań zgrywać króla wszechświata.
Zgarnij jakąś ładną panienkę i nie wychylaj się, bo cię stąd wyrzucę. Jest tu
wiele wolnych pokoi.
-
Nie widzisz, że jestem w trakcie zgarniania do łóżka ładnej panienki? –
Pochylił się w moją stronę tak blisko, że poczułam wyraźnie jego miętowy
oddech.
-
To nazywasz podrywem? – Prychnęłam, biorąc kolejnego łyka. – Szukaj dalej. Na
tą ładną panienkę nie działa twój urok, O’Connor.
-
Dwa tygodnie temu jeszcze działał – zauważył, poszerzając zwierzęcy uśmiech.
-
Dwa tygodnie temu w moim życiu nie było jeszcze narzeczonego i ojca mojej
córki.
-
Byłego narzeczonego. – Podkreślił ostro pierwsze słowo. Kiedy uniosłam brwi,
przewrócił tylko oczami. – Nie jestem zazdrosny. Właściwie to chciałbym, żebyś
znalazła kiedyś to, czego szukasz. Cokolwiek to jest. – Parsknął cichym
śmiechem i zaczął rozglądać się po tłumie. – A teraz powiedz mi, Kath. Która z
tych uroczych dam jest łatwa?
Pół
godziny później Cillian znalazł sobie dziewczynę, a ja postanowiłam zaryzykować
wejście do domu. Miałam już dosyć siedzenia z nieznajomymi, kiedy to moi
przyjaciele siedzieli w środku w towarzystwie owego zdradzieckiego skurwiela.
Jednakże za nim zdążyłam się za którymś z nich rozejrzeć, drogę zastąpił mi
średniej wielkości człowiek o szmaragdowych oczach.
-
Tatuś. – Uśmiechnęłam się sztucznie, starając się ukryć irytację. – Mam nadzieję,
że lot minął ci bez zbędnych problemów. Powrotny może nie być już tak
przyjemny. Słyszałam coś o trąbie powietrznej.
-
Nie wiesz, kiedy odlatuję, dziecko – powiedział dumnym tonem. Równie dobrze
mógłby być jakimś lordem albo hrabią, a nie zegarmistrzem. Szanowanym, to
prawda, lecz ciągle zegarmistrzem.
-
Nie martw się. Nie mylę się, co do trąby.
-
Cóż, Katherine… Przybyłem tu, ponieważ chciałem ci kogoś przedstawić i
oczywiście poznać moją nową wnuczkę – oznajmił tak, jak gdyby nic.
-
Myślałam, że jesteś tu, aby uczcić szczęście mojego syna.
-
To też, ale chciałabym, żebyś poznała Marinę i Nastię.
-
Kolejne dziwki w twojej kolekcji? – zadrwiłam.
-
Nie mów tak o nich – skrzywił się. – Poznałem Marinę w latach osiemdziesiątych
ubiegłego wieku. Zakochaliśmy się w sobie i została moją żoną. Nastia jest
naszą córką. Twoją siostrą.
Otworzyłam
usta, a potem ponownie je zamknęłam. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie
usłyszałam. Jak on śmiał brać inną kobietę za żonę, po tym co zrobił mamie?
-
Jedynym rodzeństwem jakie mam jest Christopher – syknęłam ostro.
-
Nie przez krew.
-
Ale przez duszę. – Zacisnęłam mocno szczękę. – No, dalej. Przyprowadź je.
Aleksander
skinął głową, a następnie wyszedł na chwilę do innego pokoju. Kiedy wrócił,
towarzyszyły mu dwie wysokie blondynki. Pierwsza była nieco starsza, może
trzydziestoletnia. Zakładałam, że ojciec przemienił ją w wampira w właśnie tym
wieku. Aż dziw, że się na to zgodziła. Druga zaś była jak Vivienne, urodzona
już jako nadnaturalna istota. Przypominała bardziej matkę w swoich platynowych
włosach i bursztynowych oczach, ale bladą cerę i rysy twarzy miała typowe dla
członków rodziny Aristow.
-
Miło cię poznać, Katherine. Wiele o tobie słyszałyśmy – odezwała się starsza,
nowa żona mojego ojca, znanego inaczej jako zdradzieckiego skurwiela. – Same dobre
rzeczy, mimo twoich negatywnych relacji z ojcem – dodała prędko.
-
Negatywnych relacji? – Roześmiałam się gorzko. – Zabił moją matkę i swoją
pierwszą żonę. Czyżby ci o tym nie powiedział? A może pominął ten jakże
nieistotny fakt?
Wampirzyca
przygryzła wargę.
-
Faktycznie, poinformował mnie o tym. Jednak to wydarzyło się dwa stulecia temu.
Aleksander jest teraz dobrym człowiekiem i chce zacząć z tobą od nowa.
Pokręciłam
głową, uśmiechając się złośliwie.
-
Mogłabym was zabić, za nim zdążyłybyście mrugnąć. Oszczędziłabym wam tym
cierpienia, jakim jest życie z tym człowiekiem. – Dygnęłam lekko. – A teraz
wybaczcie. – Zauważyłam w tłumie moją prawdziwą rodzinę, Christophera, Thomasa
i Pavla, którzy za pewne wszystko słyszeli i zastanawiali się, czy nie
interweniować. – Idę spędzać czas w towarzystwie ciekawych osób.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz