czwartek, 31 marca 2016

Od Katherine - CD historii Jev'a



Zaparkowałam swoim cudownym, czerwonym samochodem na podjeździe Jev’a. Nie śpieszyłam się zbytnio, chociaż przez telefon jego głos brzmiał dosyć poważnie. Matoł nawet nie dał mi czasu powiedzieć, że naprawdę mam go gdzieś i nie jestem na każde jego skinienie, jednakże oczywiście musiał się rozłączyć. Pięć minut zajęło mi podjęcie decyzji.
W czasie, kiedy Vivienne i Chris oglądali beze mnie jakiś brazylijski serial, ja zamykałam drzwiczki w McLarenie. Wolnym krokiem podeszłam do jego drzwi i nawet nie miałam ochoty bawić się w pukanie. Natychmiast otworzyłam drzwi, ale za nim zdążyłam zrobić chociaż krok, zatrzymałam się gwałtownie, a następnie prędko się cofnęłam.
Już u wejścia uderzył mnie niewyobrażalny smród zgnilizny, który nie raz czułam, przechodząc koło niektórych salonów zabaw w Piekle. Cóż, co się tam wyprawiało zupełnie nie miało wspólnego nic z zabawą, ale Lucyfer uwielbiał dwuznaczność tej nazwy.
- Matko przenajświętsza, zabiłeś kota? – odezwałam się, zasłaniając twarz ręką. Starając się nie oddychać, wreszcie weszłam do środka, zamykając za sobą drzwi, żeby któryś z przechodniów nie wyczuł nieprzyjemnego zapachu. – Ja rozumiem, że ty masz swoje dziwne, męskie sprawy, ale od czasu do czasu naprawdę przydałoby się wywietrzyć.
Chcąc, nie chcąc, udałam się w kierunku przeraźliwego smrodu. Poprowadził mnie przez dwa korytarze, aż wreszcie natrafiłam na Jev’a chodzącego w kółko niczym zwierz w klatce. Na mój widok poderwał głowę, a w jego spojrzeniu było tyle emocji, że nie byłam w stanie żadnego odczytać. Prócz… Prócz bólu i niewyobrażalnego smutku.
Niedaleko niego dostrzegłam małe coś przykryte obrusem. Skrzywiłam się nieznacznie.
- Błagam, niech to będzie kot – powiedziałam cicho, a następnie skinęłam na niego głową, żeby odsłonił owe małe coś.
Niepewnym krokiem podszedł w jego stronę i odsunął płachtę. Gdybym nie była demonem, najpewniej bym się w tym momencie przeżegnała, kiedy moim oczom ukazały się zwłoki małego dziecka. Odkaszlnęłam, przytykając krawędź dłoni do twarzy, odwracając ją przy tym. Oczywiście, wiedziałam już wcześniej martwe dzieci, lecz nigdy w stanie początkowego rozkładu.
- Czy to nie jest przypadkiem ten niemowlak, którego odbierałam parę tygodni temu? – zapytałam, niechętnie podchodząc bliżej i klękając przy nim Dzięki Bogu, że dzisiaj nałożyłam spodnie, pomyślałam i natychmiast zbeształam się za to. Nie powinnam teraz myśleć o takich rzeczach. Odkładając, więc na bok swoje nieistotne myśli, delikatnym gestem zamknęłam dziewczynce oczy. Jeśliby usunąć tą całą krew, wyglądałaby jak we śnie. – Co się stało? 
- Nie wiem. Wróciłem do domu i znalazłem ciało. Oraz to. – Podał mi jakąś kartę, a ja zaklęłam cicho, kiedy zaschnięta krew przyczepiła mi się do palców. Przeczytałam groźbę i przesunęłam wzrokiem po nieznanych znakach. – Wiesz, co to znaczy?
- Nie, myślałem, że ty będziesz wiedzieć – mruknął, kucając obok.
- Nie mam zielonego pojęcia. Chociaż… W moim podziemnym skarbcu mam przecież pełno dziwnych książek, pełnych tajemniczych znaków. Być może tam znajdziemy odpowiedź.
- Podziemny skarbiec? – Uniósł brwi.
- Nikt nie ma tam dostępu, prócz mnie. Naprawdę nigdy o nim nie słyszałeś? Chociaż nie dziwię się. Raczej nie zapraszam tam osób na imprezy. Jest pełen różnych obiektów i relikwii. Przykładowo stamtąd wyciągnęłam Medalion Chimery.
Prychnął głośno, wyglądając na urażonego.
- Nawet, kiedy myślałem, że wiem o tobie wszystko, cały czas miałaś jakieś tajemnice.
Uśmiechnęłam się leniwie.
- Taka już moja natura. – Mimowolnie musnęłam jego policzek, lecz uświadamiając sobie ten z pozoru niewinny gest, szybko cofnęłam rękę. – Zapukaj do drzwi piwnicy, bo lepiej, żebyś nie zagłębiał się na niższe piętra mojego domu. Wtedy wyjdę. W czasie, jak ja będę szukać jakichś informacji o tych znakach, ty zajmij się ciałem.
- Co mam niby z nim zrobić?
Wzruszyłam ramionami, wycofując się powoli w stronę wyjścia.
- Nie wiem. Zakop w ogródku, czy coś.
Wyszłam za nim zdążył to skomentować.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz