Vivienne raczej zrozumiała całą sytuację i wybaczyła mi moje niedomówienia. Tak przynajmniej sądziłam, kiedy minęły dwa dni bez większych afer, czy obojętności lub złości z jej strony. Zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Nie zapytała się nawet, gdzie poszedł Jev albo o jakąkolwiek inną informację związaną z jej ojcem. Odpowiadało mi to, ale wiedziałam, że wkrótce przełamie te lody. Ciekawość była zbyt silna, a z każdym dniem coraz bardziej się nasilała.
Dodatkowo pojawiły się znacznie ciekawsze tematy do rozmów. A konkretnie fakt, iż Casper niedługo miał się żenić. Wybranką była... Hm, cóż, ta czarownica, z którą ostatnio się spotykał. Za cholerę nie pamiętałam, jak się nazywała, ale to chyba nie był problem, biorąc pod uwagę fakt, iż za sobą nie przepadałyśmy. A teraz miałyśmy być rodziną! Los bywał prawdziwą suką.
Tak czy inaczej, zaproponował, by Casper urządził przyjęcie zaręczynowe u mnie. I tak miałam pięć razy większy dom od niego. Oczywiście, on nalegał na mało kameralne wesele i żadnych przyjęć po drodze, co naturalnie było niemożliwe, skoro nazywał się Aristow.
Vivienne z Christem wybrali się na zakupy, aby moja córka mogła sobie kupić jakąś porządną sukienkę. Tak, to były moje słowa, lecz ona sama sądziła, że nie ma się w co ubrać. Kompletnie mi to nie przeszkadzało, sama miałam podobne nastawienie. A w tym czasie mogłam razem z Casprem spokojnie wybrać dania, które będą serwowana. Och, z Casprem i jego narzeczoną. Jakkolwiek się nazywała.
- Pomyślałem o tym... - Zawahał się na moment, nie patrząc mi oczy. To wzbudziło moją uwagę i oderwałam się na chwilę od dylematem między czerwonym winem, a cydrem. - Nie uważasz, że powinniśmy zaprosić dziadka? W końcu tak, jakby to on zajął się mną, kiedy...
- Nie - ukróciłam, nie zamierzając dalej prowadzić tej rozmowy.
- Ale, posłuchaj...
- Nie - powtórzyłam, patrząc się na niego groźnie. - Może jeszcze do kompletu wciśniemy mojego byłego męża i każdą twoją byłą dziewczynę?
- Och, no, daj spokój. - Wyrzucił ręce w górę, podkreślając swoje oburzenie. - To moje przyjęcie, a nie twoje i jeśli zechcę zaprosić dziadka, to tak zrobię.
Odetchnęłam, w myślach odliczając do trzech.
- Dobra, ale nie zamierzam z nim rozmawiać.
Wyszczerzył się.
- Super! Jesteś najlepsza!
Prychnęłam.
- Tak, tak. Nie ty pierwszy mi to mówisz.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz