środa, 10 lutego 2016

Od Jev'a - CD historii Katherine

Nie oczekiwałem tego. Tak nagłego przejścia z jeden stan bytu w drugi.
Gdy Katherine przyłożyła dwa palce do mojego czoła, przywołując mi natychmiastowo wszystkie wspomnienia, sądziłem, że zaleje mnie cała fala informacje, ale one po prostu powróciły na swoje miejsce. Poczułem jednak większą siłę i brak uniżenia wobec niej. Byłem wampirem.
Kiedyś było to dla mnie najgorsze przekleństwo, pragnąłem być dobry i szukać zbawienia świata dla wszystkich, ale wkrótce pogodziłem się z moim losem. Widocznie tak już musiało być. Pragnienie krwi oraz mordu na niewinnych zawsze mogłem w sobie uciszać, ale prawdziwej twarzy nic nigdy nie może zatuszować.
Byłem więc pomiędzy dobrem, a złem. Krokiem w całkowitą stronę ciemności, bez człowieczeństwa i jakichkolwiek dobrych uczuć. Od tego utrzymywało mnie moje uczucie do Katherine oraz naszej córki, której jeszcze nie było mi dane poznać.
Otworzyłem oczy, patrząc na świat, znów swym dawnym poglądem i uśmiechnąłem się. Miałem w oczach łzy szczęścia i czułem, że wreszcie wszystko jest na swoim miejscu
Byłem świadom żalu jaki Katherine żywiła do mnie, nawet jeśli zaprzeczyła uczucie nienawiści, z pewnością, jak ją znam, powtarzała sobie jak mantrę "Nie nawidze tego dupka".
- Żadne wzniosłe słowa nie wyrażą tego co teraz czuję. - zabrałem głos pierwszy, czując się zarówno żywiej jak i martwo. To było tak cholernie absurdalne. - Ale czuję, że mogę wszystko. - wyszczerzyłem kły - kły! - w uśmiechu i z większą pewnością niż dotychczas, zbliżyłem się do mojej ukochanej. Wziąłem jej twarz w dłonie i lekko pogładziłem jej alabastrowe policzki, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Widziałem, że walczy ze sobą, że chce mnie odepchnąć, ale mimo wszystko czuje się tak jak ja. Staliśmy w obliczu szczęścia, nie powrotu do normalności, bo takowej nie było, ale mogliśmy czuć się dobrze ze sobą.
Złożyłem pocałunek po kolei na jej czole, policzkach i skroniach, które przymknęła, trochę się rozluźniając. Wciągnąłem jej zapach, starając się jak najdokładniej wychwycić wszystkie wonie. Pierwsze co wyczułem to zapach męskich perfum Cilliana. Poczułem ukłucie zazdrości, tak właściwie nie ukłucie, a rozzłoszczenie. No cóż, odpłaciła się nadobnym za ten żałosny list, w którym nie mogłem nawet wyznać prawdy.
- Pieprzyć to wszystko - warknąłem ukazując kły. Pocałowałem ją. Z początku delikatnie, później coraz bardziej zachłannie. Przygryzając jej dolną wargę, przesunąłem dłonie na jej pupę tak by podsadzić ją by oplotła zgrabnymi nogami mój pas. Nie liczyło się to, że staliśmy pośrodku brudnego pubu, w którym przed paroma minutami miał miejsce Niezwykły Cud Narodzin mojej ludzkiej przyjaciółki, ani to, że po drugiej stronie barmanka wciąż lizała się z jakimś pijanym gościem. Liczyło się tu i teraz.
Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz