niedziela, 14 lutego 2016

Od Jev'a - CD historii Katherine

- A co z nimi? - zadałem pytanie kierując wzrok w stronę, z której dochodziły dźwięki psów, a tak właściwie głosy, ogarów piekielnych. Musiałem się poważnie zreflektować. W tym domu mieszkała mała diaboliczna dziewczynka z pokojem dla krwi, zamiast lalek, dwa psy często stojące u boku samego diabła, demon, który niedługo nabawi się cukrzycy oraz Katherine, moja...Kiedyś przyszła żona, ale nie byłem już tego taki pewien. Wydawało mi się, że przyprowadziła mnie tu z litości, i to dla naszej córki.
- Ulotnili się już. - wzruszyła obojętnie ramionami i domknęła lodówkę, wprowadzając czterocyfrowy kod. - To dla bezpieczeństwa.
- By nie popadła w krwioholizm. - domyśliłem się
- W końcu pewne cechy są dziedziczne - posłała mi wymowne spojrzenie
- Czyli to po mnie jest taka piękna?
- Chciałbyś. - uśmiechnęła się, a ja pocałowałem ją miękko i czule w usta.

Gdy powróciliśmy na piętro z ulgą zarejestrowałem, że Cillian również gdzieś przepadł.
Boże, zakładając, że istniejesz, chwała ci za te dobre dary. Chociaż nie byłem gotów by iść na msze, ani nic z tych rzeczy. Podczas gdy zastanawiałem się jak wiele lat temu, czy dekad, nie byłem w kościele Katherine dopijała kawę. Wpadła mi również myśl analizująca co mogła robić zamiast ją pić, kiedy poszedłem się karmić. Mogła zaliczyć również szybki numerek z Cillianem. Ale w kuchni? Cholera, to dwa demony, wszystko jest możliwe. Dostrzegałem w sobie pewne różnice w stosunku do naszych relacji. Nie ufałem jej już. Była druga strona tych szarych myśli, którą pokazywałem. Kochający dawny Jev.
Chociaż nic nie było tak jak dawniej.
- Mam mnóstwo pytań - powiedziałem to, zamiast szczerze przyznać się do swoich wątpliwości. Nie czułem potrzeby mówić o tym, związki przepełnione zaufaniem i innymi pierdołami - to nie w naszym stylu. - Zacznij od początku końca.
- Końca czego?
- Nas.

Katherine? Dopisz do tego momentu żeby było jutro, czyli realne dzisiaj i bym mogła wprowadzić Walentynki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz