Może
byłam hipokrytką… W sumie to na pewno byłam hipokrytką. Nie mogłam, jednak w
pełni odpędzić kłującego uczucia gdzieś w przy żołądku. Mimo wszystko, mimo
tego, co mówiłam, nie chciałam, żeby Jev się wynosił. Czy on tak samo czuł się,
kiedy go odrzuciłam? Bo ja byłam pewna jednego – czułam się jak nic nie warty
śmieć. Jednakże byłam demonem, do cholery jasnej. I na pewno nie zamierzałam
okazać swoich uczuć po sobie.
Oczywiście,
fakt, iż do pokoju weszła Vivienne w niczym nie pomógł. Właściwie to, gdybym
ciągle żyła, możliwe, iż dostałabym zawału ze stresu.
-
Córkę? To wy macie razem jeszcze jakieś dzieci? – Zmarszczyła czoło, lecz po
chwili olśniło ją, a nad jej głową mogłaby się pojawić mała żaróweczka, jak w
kreskówkach. W rzeczywistości tylko wyszczerzyła oczy, gapiąc się na nas
niedowierzająco. – Chodzi o mnie, prawda? On jest moim ojcem? – Nie czekała na
odpowiedź. – Jak mogłaś mi nie powiedzieć?
Nie
zrobiła czegoś typowego dla dziecka, które dowiaduje się ukrytej prawdy. Nie
wybiegła z pokoju, oburzona na cały świat. Nie wybuchła gwałtownym płaczem. Nie
powiedziała, iż mnie nienawidzi i nie chce mnie więcej znać. Cóż, Vivienne nie
była jak typowe dziecko.
Moja
córka za to odetchnęła lekko, patrząc się na nas spokojnie. Oczywiście, nie
mogła powstrzymać ostrego wyrzutu i złości, które przemknęły przez jej aurę,
niczym prąd, ale na tym pozostała. Zdecydowała się przysiąść na krawędzi
kanapy. Wprost idealnie, by widzieć i mnie i Jev’a, znajdując się przy tym po
środku dzielącej nas przestrzeni.
-
Dlaczego chciałaś zachować to w tajemnicy? – Spojrzała się na mnie, brzmiąc
niczym sędzia, który zastanawia się nad wyrokiem dla mordercy. Dożywocie czy
czterdzieści lat z zawieszeniem? Jednak równie dobrze mogłaby się mnie pytać,
na jaki rodzaj lodów mam ochotę, tak wynikało z jej tonu.
-
Dla twojego dobra – odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. Szczerze mówiąc to było
to tak banalne, że sama zbeształam się w głowie. Spodziewałam się, że Vivienne
uśmiechnie się sarkastycznie i rzuci jakiś suchy komentarz, ale ona tylko
skinęła głową, jakby zrozumiała.
-
Pójdę teraz do swojego pokoju. – Wstała, nie patrząc nam w oczy. – Muszę to
wszystko przemyśleć.
Za
nim się obejrzałam, pognała już na górę i tyle ją widzieli. Na skraju załamania
nerwowego, odprowadzałam ją wzrokiem, aż wreszcie odeszła wystarczająco daleko,
by nie słyszeć, co dzieje się na dole. Mimo wszystko była młoda i nie miała tak
dobrych zmysłów, jak dorosłe wampiry.
Westchnęłam,
mój oddech był urwany.
-
Przepraszam. – Sama ledwo słyszałam mój głos. – Wiem, że miałeś rację i że ona
ją ma. Od początku powinnam być z nią szczera. Ale ja po prostu… - Poczułam pod
powiekami łzy, ale szybko je odpędziłam. – Ja po prostu boję się, że kiedyś
znowu coś mogło pójść nie po naszej myśli, a ona zostałaby bez rodziny. –
Przygryzłam wargę. – Obawiam się kochać i zakładać rodzinę, bo wiem, że pewnego
dnia mnie to zrani. A wychodzi na to, że to ja ranię wszystkich dookoła.
Wstałam
gwałtownie i podeszłam do minibarku, nalewając sobie porządnej whiskey. Jeśli
jest się demonem nie można płakać i użalać się nad sobą. A jeśli ma się już
użalać nad sobą, najlepiej robić do nad dobrym alkoholem.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz