poniedziałek, 15 lutego 2016

Od Katherine - CD historii Jev'a



Może byłam hipokrytką… W sumie to na pewno byłam hipokrytką. Nie mogłam, jednak w pełni odpędzić kłującego uczucia gdzieś w przy żołądku. Mimo wszystko, mimo tego, co mówiłam, nie chciałam, żeby Jev się wynosił. Czy on tak samo czuł się, kiedy go odrzuciłam? Bo ja byłam pewna jednego – czułam się jak nic nie warty śmieć. Jednakże byłam demonem, do cholery jasnej. I na pewno nie zamierzałam okazać swoich uczuć po sobie.
Oczywiście, fakt, iż do pokoju weszła Vivienne w niczym nie pomógł. Właściwie to, gdybym ciągle żyła, możliwe, iż dostałabym zawału ze stresu.
- Córkę? To wy macie razem jeszcze jakieś dzieci? – Zmarszczyła czoło, lecz po chwili olśniło ją, a nad jej głową mogłaby się pojawić mała żaróweczka, jak w kreskówkach. W rzeczywistości tylko wyszczerzyła oczy, gapiąc się na nas niedowierzająco. – Chodzi o mnie, prawda? On jest moim ojcem? – Nie czekała na odpowiedź. – Jak mogłaś mi nie powiedzieć?
Nie zrobiła czegoś typowego dla dziecka, które dowiaduje się ukrytej prawdy. Nie wybiegła z pokoju, oburzona na cały świat. Nie wybuchła gwałtownym płaczem. Nie powiedziała, iż mnie nienawidzi i nie chce mnie więcej znać. Cóż, Vivienne nie była jak typowe dziecko.
Moja córka za to odetchnęła lekko, patrząc się na nas spokojnie. Oczywiście, nie mogła powstrzymać ostrego wyrzutu i złości, które przemknęły przez jej aurę, niczym prąd, ale na tym pozostała. Zdecydowała się przysiąść na krawędzi kanapy. Wprost idealnie, by widzieć i mnie i Jev’a, znajdując się przy tym po środku dzielącej nas przestrzeni.
- Dlaczego chciałaś zachować to w tajemnicy? – Spojrzała się na mnie, brzmiąc niczym sędzia, który zastanawia się nad wyrokiem dla mordercy. Dożywocie czy czterdzieści lat z zawieszeniem? Jednak równie dobrze mogłaby się mnie pytać, na jaki rodzaj lodów mam ochotę, tak wynikało z jej tonu.
- Dla twojego dobra – odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. Szczerze mówiąc to było to tak banalne, że sama zbeształam się w głowie. Spodziewałam się, że Vivienne uśmiechnie się sarkastycznie i rzuci jakiś suchy komentarz, ale ona tylko skinęła głową, jakby zrozumiała.
- Pójdę teraz do swojego pokoju. – Wstała, nie patrząc nam w oczy. – Muszę to wszystko przemyśleć.
Za nim się obejrzałam, pognała już na górę i tyle ją widzieli. Na skraju załamania nerwowego, odprowadzałam ją wzrokiem, aż wreszcie odeszła wystarczająco daleko, by nie słyszeć, co dzieje się na dole. Mimo wszystko była młoda i nie miała tak dobrych zmysłów, jak dorosłe wampiry.
Westchnęłam, mój oddech był urwany.
- Przepraszam. – Sama ledwo słyszałam mój głos. – Wiem, że miałeś rację i że ona ją ma. Od początku powinnam być z nią szczera. Ale ja po prostu… - Poczułam pod powiekami łzy, ale szybko je odpędziłam. – Ja po prostu boję się, że kiedyś znowu coś mogło pójść nie po naszej myśli, a ona zostałaby bez rodziny. – Przygryzłam wargę. – Obawiam się kochać i zakładać rodzinę, bo wiem, że pewnego dnia mnie to zrani. A wychodzi na to, że to ja ranię wszystkich dookoła.
Wstałam gwałtownie i podeszłam do minibarku, nalewając sobie porządnej whiskey. Jeśli jest się demonem nie można płakać i użalać się nad sobą. A jeśli ma się już użalać nad sobą, najlepiej robić do nad dobrym alkoholem.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz