- Nie zapominaj z kim rozmawiasz - warknęła gniewnie, ścisnęła dłoń w pięść, a ja poczułem jak moją głowę przeszywa tysiące igieł, zostawiających coraz to nowe ślady, w które wbijajają się następne i następne. Schyliłem się gdy z mojego nosa puściła krew i zaczęła chlapać na chodnik.
- Wybacz. - skrzywiłem się, gdy rozluźniła dłoń i wyciągnąłem chusteczkę z kieszeni aby przetrzeć nos. - Jesteś dość...
- brutalna? - dokończyła za mnie, rozciągając usta w diabolicznym uśmiechu
- Dokładnie. - przytaknąłem - Chcę się dowiedzieć czegoś.
- Do rzeczy. - powtórzyła tracąc cierpliwość. Domniemywałem, że nigdy jej nie miała. Właśnie. Gdy tylko ją widziałem, coś w mojej podświadomości drgało.
- To dziwne okoliczności - zagaiłem - Więc ja też nie mam dużo czasu, a mam tak wiele pytań do Ciebie.
- Och, czyżby? Kiedy termin porodu? - wycedziła przez zęby
- Wyznaczony za miesiąc. - wzruszyłem ramionami, ale zaraz spiąłem się słysząc kobiece krzyki. - Co się dzieje? - zrozumiałem, że pochodzą z lokalu.
"Miesiąc" przyszedł bardzo szybko. Kim rodziła.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz