Mimo, iż wmawiałam samej sobie, że nie obchodziło mnie już, z kim Jev sypiał, poczułam niekontrolowaną ulgę, dowiadując się, że dziecko nie jest jego. Hm, kogo ja chciałam oszukać? Byłam piekielnie zadowolona, że mimo tego, iż nie byliśmy już razem, nie znalazł sobie innej partnerki. W przeciwieństwie do mnie. Na swoje usprawiedliwienie mogłam dodać tylko, że byłam na niego wściekła. Głównie dlatego, że nie znalazł sposobu, by być ze mną w tych chwilach, kiedy byłam pewna, że umrę i zniknę doszczętnie z tego świata. W chwilach, kiedy rozpaczałam, ponieważ musiałam oddać swoją małą córeczkę, aby nie narazić jej na niebezpieczeństwo. To nie Christopher powinien wtedy przy niej być, tylko Jev. Powinien być też przy mnie.
Pewnie, wszystkie skutki tego, co się stało nie zależały od niego. Mogłabym się założyć, że naprawdę chciał do mnie wrócić. Ale znałam go i wiedziałam, że był silny. Na tyle silny, by dać mi jakiś znak, że ciągle mnie kocha i chce wrócić. A co dostałam? Głupi list, nie wyjaśniający prawie niczego.
- Mogłabym po prostu przywrócić ci wspomnienia. Moja moc jest wystarczająca. - Prawie nie usłyszałam własnych słów, wychodzących z moich ust. W środku czułam niezłe zagmatwanie uczuciowe, które sprawiło, ze z podwójną siłą je od siebie odepchnęłam, by na ich miejsce mogła wstąpić zimna obojętność.
- Dlaczego tego nie zrobisz? - zapytał, nieco głośniej. Patrząc na niego wiedziałam, że coś wie. Coś pamięta. Nie byłam tylko pewna, co. Niczego już nie byłam pewna.
- Nie zrobię tego - odpowiedziałam szybko, kręcąc głową. Nie była to nagła decyzja. Zadecydowałam już o tym w dniu, w którym spotkałam go śmiertelnego i bez pamięci. Miałam miesiące na rozmyślenie się, ale tego nie zrobiłam. Być może było to głupie i samolubne, ale wydawało mi się, że życie bez niego będzie znacznie łatwiejsze. Czy się myliłam? Pewnie, ale za nic nie chciałam się do tego przyznać. Coś powstrzymywało mnie od podjęcia tego kroku, który ponownie wywróciłby życie nie tylko moje, ale teraz i Vivienne. Być może potrzebowała ojca i być może na poznanie go nigdy nie było za późno, ale bałam się, co z tego dalej wyniknie. Naprawdę byłam paskudnym tchórzem. Albo po prostu nie chciałam ranić córki.
- Dlaczego? - W jego głosie pobrzmiewała irytacja. Bez wątpienia nie liczył na taką odpowiedź, ale nawet gdybym postarała się mu wytłumaczyć moją sytuację, wiedziałam, że ciągle będzie nalegał.
- Ponieważ tu nie chodzi już tylko o mnie - powiedziałam ściśle, dalej milcząc. Naprawdę nie musiał wiedzieć wszystkiego.
- Proszę cię. Co mogłem takiego zrobić, że teraz tak bardzo mnie nienawidzisz?
- Nie nienawidzę cię - odparłam, za nim zdążyłam się powstrzymać. - Kocham cię i to jest moim błędem.
Zaczerpnął powietrza. Zauważyłam, że często to robił, lecz było to całkowicie naturalne. Teraz był człowiekiem. Musiał oddychać, jeść, popełniać błędy. Ale ja również je popełniałam. Nie byłam tak idealna, jak niektórzy usilnie starali się mnie opisywać. A on w głębi duszy wiedział o tym i mimo to ciągle mnie kochał, czego naprawdę nie rozumiałam.
- Czy jeśli bym to zrobiła, to mógłbyś mi obiecać, że zostawisz mnie w spokoju? - spytałam, chociaż doskonale znałam odpowiedź na to pytanie.
Pokręcił przecząco głową, potwierdzając moją tezę.
- Pewnie bym nie potrafił. - Przymknął na chwilę powieki, a kiedy ponownie je uchylił, jego oczy były pełne zdecydowania. - To moje wspomnienia. Zasługuję na to, by wiedzieć, mimo wszystko.
Pierwszy raz od wielu miesięcy poczułam taką niepewność. Oczywiście, że miał rację. To, aby odzyskał wspomnienia nie było moją decyzją. Po chwili zastanowienia uśmiechnęłam się lekko.
- Czym jest życie bez ryzyka? - Mówiąc to, przyłożyłam mu dwa palce do czoła, tym gestem oddając mu dawno utraconą część siebie.
Teraz mogłam być już tylko ofiarą podjętych przeze mnie decyzji.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz