wtorek, 9 lutego 2016

Od Jev'a - CD historii Katherine

-...i w ten sposób kreska jaką szkicujesz nie zmieni się, a nabierze jeszcze lepszych kształtów - ciągnąłem wywód na temat rysunku podczas gdy Kim jak najlepiej starała się tłumić ziewnięcia.
Siedziała obok mnie podpierając głowę na łokciach i widziałem, że próbuje wyciągnąć jak najwięcej z lekcji, która wprawdzie jej nie obowiązywała, ale zawsze bawiła. Dzisiaj było inaczej.
Oczy miała podkrążone tak jakby nie spała przez dobre kilka dni lub była po mocnych dragach. A nie mogła brać. Przynajmniej od kiedy tu jestem nie zauważyłem aby nawet paliła papierosy.
Jedynie gdy była zdenerwowana wciągała elektroniczne, a łatwo jej to przychodziło ostatnimi czasy. Jej ciąża była poważnie zagrożona. Chciała ją utrzymać z dwóch powodów; pewne małżeństwo oferowało jej sporą sumkę i opłatę czesnych za oddanie im dziecka oraz była z nim związana.
Nie chciała go oddawać, ale nie miała wyjścia. Była zbyt młoda aby poradzić sobie z wychowaniem i zapewnić mu rozwój. Była zagorzałą katoliczką, od tego czasu przyjęła sobie, że żyje w grzechu, tak lekceważąco podchodząc do nowego życia, do którego się przyczyniła.
Widziałem, że bardzo wiele ją to kosztuje. Utrzymywanie twarzy i potakiwanie mi za każdym razem gdy spytałem ją czy jest pewna naszych nieobowiązkowych lekcji.
- Dobra, dość. - zamknąłem jej przed nosem szkicownik - Widzę, że i tak mnie nie słuchasz. - zacząłem poważnym tonem głosu rozczarowanego nauczyciela.
- Wybacz - powiedziała cicho - To przez... - odruchowo położyła dłoń na dość dużym już zaokrąglonym brzuchu. - to.
- Niego - poprawiłem ją, gdyż nie pasowało mi określenie rzeczowe na istotę rozumną.
- Lub ją. - wymusiła uśmiech, ale zaraz zszedł jej z twarzy zastąpiony przez niewiarygodne zmęczenie. - Nie daję rady.
- Wiem. - potaknąłem, bo cóż miałem jej lepszego powiedzieć. Załamany człowiek nienawidzi słów pocieszenia, szczególnie gdy jest nastolatką w zaawansowanej i zagrożonej ciąży i co dokładnie 12 minut i 6 sekund zmienia mu się apetyt oraz humor. - Chodźmy. - zarządziłem i podałem jej płaszcz, który później założyła, lecz nie dopięła, ponieważ "on" lub "ona" przeszkadzały w takiej czynności.
Schyliłem się i zasunąłem zamek popielatej długiej kurtki, dopinając wszystkie guziki.
- Jev, nie musisz.
- Chcę.



- Stuprocentowy dżentelmen. - mruknęła cicho, gdy otworzyłem jej drzwi wyjściowe klatki schodowej - Teraz tego nie uczą. Spójrz tylko na JJ i Alex'a.
- Nie tylko oni na świecie - wzruszyłem ramionami - Chyba rodzicielka mnie tego nauczyła.
Parsknęła cicho śmiechem.
- Co? - zdziwiłem się
- Jesteś dziwny, to w Tobie lubię.
- Zdaje się, że tylko ty. Ludzie w szkole mnie mijają gdy tylko otwieram usta.
- Bo jesteś dla nich skomplikowany. - odparła tak pewnym tonem, jakby miała co najmniej setkę niezbitych dowodów na potwierdzenie tej tezy.
- Oryginalność najbardziej pożądaną wartością XXI wieku. - skwitowałem
Rozmawiając o owej oryginalności doszliśmy do knajpki w centrum Londynu. Dopiero teraz sprawdziłem czy jestem w posiadaniu pieniędzy. Westchnąłem z ulgą. Miałem zarówno na jedzenie i powrót do domu taksówką, będąc w świadomości, że Kim nie będzie w stanie wracać na nogach ten dość spory kawałek.
Usiedliśmy w boksie przy bordowej ścianie, na której zawieszony był plakat zespołu Bring Me The Horizon. Kim ich lubiła, więc lekko się uśmiechnęła, a w oczekiwaniu na kelnera z ożywieniem opowiadała o życiorysie Matta Kean'a.
Gdy podano nam karty, zauważyłem, że do restauracji weszła ta kobieta o magnetycznych oczach i smolistych lśniących włosach.

Katherine? Masło maślane, wiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz