Rumuński szlachcic, uważany przez wielu za mitycznego stwora, który porywa dzieci i sieje postrach wśród swoich poddanych. I w sumie tak jest, lecz ludzie przedobrzyli z tym porywaniem dzieci. Skłamię, jeśli powiem, że Vlad nie zrobił nigdy krzywdy żadnemu dziecku. Nie robi tego jednak codziennie. Może raz na stulecie. A dorośli to zupełnie inna sprawa.
- Co cię skłoniło, że postanowiłeś nas odwiedzić? - zapytałam, gdy mogłam już zagłębić się w swoim ulubionych fotelu.
Vlad z wielką klasą usiadł na kanapie. Nie próbowałam się go pytać, czy ma ochotę na coś do picia. On spożywał tylko czystą krew.
- Myślałem, że mamy rozmawiać o tym, że starasz się być lepszą istotą.
- Cofam, w takim razie, myśli - prychnęłam. - Zacznę być lepsza, kiedy wyjedziesz. Przy tobie mam ochotę wyrzucić z siebie wiązankę obelg i przekleństw.
Uśmiechnął się cynicznie.
- Jakże ja strasznie za tobą tęskniłem, Katherine.
Westchnęłam, zbywając jego uwagę.
- To co tu robisz?
- Sir Pavlo Blanchard jest mi winny moją nagrodę - zrobił minę urażonego arystokraty. - Trzy miesiące temu odwiedził mnie w moim pałacu w Karpatach i zagrał ze mną o pewną stawkę. Wygrałem, a on nie chcę mi oddać tego, co należy do mnie. Teraz po to przyszedłem.
Przewróciłam teatralnie oczami, zakładając nogę na nogę. Przez myśli przemkną mi wyraz twarzy niezadowolonego Pavla.
- Masz mnóstwo pieniędzy. Jak wysoka musiała być ta stawka, że fatygowałeś się, żeby przyjechać tutaj?
Na jego twarzy pojawił się dumny uśmiech. Nie był to uśmiech ojca, który właśnie zobaczył, jak jego dziecka stawia pierwsze kroki, tylko uśmiech człowieka, który właśnie dowiedział się, że wygrał milion funtów.
- Tu nie chodzi o pieniądze, Katherine. Pavlo zdobył sobie kobietę, która oddaje mu dobrowolnie krew i spełnia jego wszystkie, nawet najczarniejsze - parsknęłam śmiechem w tym momencie - zachcianki. Jest wyjątkowo piękną śmiertelniczką. Prawie tak piękną, jak ty - uniosłam brew. - Prawie - powtórzył z naciskiem.
- Okej. I zagraliście o kobietę, a ty wygrałeś, a Pavlo nie chce ci jej teraz oddać? Wow. Naprawdę musi być ładna.
- Jej skóra jest koloru podpieczonego chleba. Włosy są niczym płonące ognisko, a oczy jak dwa jeziora. Jest delikatna i gładka, ale zarys kości policzkowych ma ostre. Ciało ma niezwykle ponętne, piersi...
- Dobra, dobra. Załapałam - uniosłam dłonie w geście poddania. - Przestań, dobrze?
Zaśmiał się pod nosem.
- Tak czy inaczej, chcę ją zdobyć. I liczę na twoją pomoc.
- W jakim sensie...?
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz