Miłego wycia, Victorio. - przesłałem jej tę myśl. Dawno jej nie widziałem, może powinienem się z nią spotkać i zapytać co u niej? Nie. Zbyła by mnie warknięciem.
Splotłem ręce z tyłu głowy i wciągnąłem w nozdrza słodką woń nocy. Pachniała niebezpieczeństwem, niepokojem i dominacją Mroku.
Ludzie tego nie wyczuwali, ale wampiry tak. Bo najwięcej morderstw dzieje się o zmroku. Gdy nikt nie widzi, nie słyszy, nie przeczuwa.
Usłyszałem stukot wysokich obcasów jednej z wampirzyc. Szła w moim kierunku - nie miała za bardzo wyjścia, bo ogródek był niewielki.
Stanęła jakieś dwa metry przede mną i chyba mnie rozpoznała.
- Usiądź - powiedziałem nie odwracając się - Mamy wiele do wyjaśnienia. - dodałem i poklepałem miejsce obok siebie nie odrywając wzroku od księżyca.
Tak naprawdę nie wiedziałem co chce jej powiedzieć...
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz