Miała na sobie sukienkę na ramiączka, sięgającą do kolan. Oczywiście różową. Do tego różowy sweterek i buty na obcasie. Usta pomalowane na mocny róż.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się promiennie, aczkolwiek sztucznie. - Przyszłam do pani z nadzieją, że pomoże mi pani rozwikłać mój problem. Stałam się wampirzycą całkiem niedawno. Mój chłopak mnie przemienił, byśmy byli ra...
- Nazwisko - przerwałam jej. Nie miałam ochoty słuchać jej życiorysu.
- ...zem na zawsze - przygryzła wargę. - Przepraszam, proszę pani. Nie chcę pani zawracać głowy... Rozumiem, że jest pani po godzinach i chciałaby pani iść już do domu, a tam jeszcze czeka...
- Nazwisko - powtórzyłam, warcząc.
Niemal zachłysnęła się z oburzenia i udawana życzliwość przerodziła się w lekką złość oraz zażenowanie.
- Zawsze pani taka nietowarzyska, co? Przyjaciele mają z panią na pieńku.
- Nie mam przyjaciół. Mogłaby mi pani podać swoje pieprzone nazwisko?
Przełknęła ślinę. Wystarczyło usłyszeć mój głos, który mówił sam z siebie, że nie wolno do mnie podchodzić bez ubezpieczenia.
- Już nie ważne. Widzę, że ma pani inne sprawy - wstała i wyszła. Tak po prostu wyszła!
Zacisnęłam dłonie w pięści. Właśnie wchodził następny klient, ale nie wytrzymałam. Było już koło piątej trzydzieści i chciałam wracać do domu.
- Wyjść! - warknęłam. - Dajcie mi spokój!
A potem sama wyszłam, trzaskając drzwiami.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz