- Jasne - mruknąłem - Odetnij się od problemów. - wstałem z ławki, ale nagle nadziałem się na Marcelyn.
- Co? - spytała głosem słodkim niczym miód. - Czemu tak nagle wyszedłeś?
- Musiałem się przewietrzyć - skłamałem, bo oboje wiedzieliśmy, że nie potrzebowaliśmy tlenu.
- Mhm. - potaknęła nieprzekonana - Wiesz, uważam, że jesteś naprawdę... - zaczęła, ale przerwałem jej gestem dłoni.
- Dziękuje ci za wieczór, ale wiedz, że nie liczę na nic więcej. Z resztą jesteś przyjaciółką Shevy. - zaśmiałem się bez wyrazu.
- Okey - odparła cichutko - Do zobaczenia - jej głos z miękkiego zmienił
się diametralnie. Przypominał stal. Roztoczyła wokół siebie czarny pył -
znak, że jest starym i potężnym wampirem, który w dodatku dostał kosza -
i zniknęła.
Wywróciłem oczami i jeszcze raz spojrzałem na okrągły księżyc. Wtedy rozległ się głos Shevy.
- Jev! - już wiedziałem, że czeka mnie niesympatyczna rozmowa z
wampirzycą. - Jak mogłeś! - dodała, a ja rzuciłem się do "ucieczki".
Katherine? Sorki, że tak długo, ale mam dużo nauki - wiem, stara i dobra wymówka, ale to prawda ;(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz