czwartek, 11 września 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Ma dużego psa, zapewne owczarka niemieckiego. Łatwo to wywnioskować z sierści na jego garniturze. Wygląda na ponad dwadzieścia lat, ale nie więcej, niż dwadzieścia pięć. Jest studentem, dorabia jako kelner na wampirzych przyjęciach, by kupić sobie drogie auto. Skąd to wiem? W kieszeni jego spodni jest reklama najnowszego volvo. Podkreślił napis czerwonym marketem. Po za tym można zauważyć, że jakieś trzy godziny temu przyjął dawkę wampirzej śliny, ponieważ zamglenie z jego oczu zaczyna powoli znikać.
- Nieźle - Pavlo gwałtownie wypuścił powietrze. Było dziwne, że je wstrzymywał, ponieważ jako teoretycznie umarła istota nie musiał oddychać. - I to wszystko zauważyłaś dzięki książce?
- To nie jest byle jaka książka - prawie warknęłam. - Uczy sztuki dedukcji. Naprawdę, jeśli przeczytasz kiedykolwiek "Sherlocka Holmesa" nauczysz się tych umiejętności. Oczywiście nigdy nie będę w stanie się równać z tym wielkim detektywem. Nikt nie da rady.
- Oglądałem film - przerwał mi. - No, dobra. Połowę. Zaraz potem przyszła Denise.
Uniosłam brwi.
- Denise?
- Szare oczy, blond-rude włosy. Dosyć niska, ale za to ciało ma niezłe. Żebyś widziała jej...
Moje spojrzenie nakazało mu przestać mówić. Naprawdę nie miałam ochoty słuchać o jego dziewczynie. A może byłej dziewczynie? Kto go tam wie. Pavlo był wolnym ptakiem. Pamiętam, jak na początku mojej kariery starał się przystawiać do mnie, ale jasno dałam mu do zrozumienia, że praca jest u mnie na pierwszym miejscu.
- A co powiesz o tej? - skinął głową na ludzką kelnerkę. A raczej na jej tyłek.
- Śmiertelniczka - wysyczałam. - Wiesz, że spółkowanie ze śmiertelnikami jest zabronione.
Parsknął.
- Nigdy nie trzymałaś się tej zasady.
Zrobiłam urażoną minę.
- Czasy się zmieniły, prawo zaczęło być ściślejsze.
- To ty się zmieniłaś, Kath. Mniej romansujesz, więcej pijesz. Może zaczniesz brać kokainę?
- Doskonale wiesz, że na mnie nie podziała.
Zaśmiał się pod nosem i coś wymruczał. Pewnie mogłabym to usłyszeć, ale z całej siły starałam się zamknąć swój słuch. Jego komentarze czasami były naprawdę zbędne.
- Nieważne - fuknęłam. - Idę się przewietrzyć - powiedziawszy to, ruszyłam w kierunku tarasu.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz