niedziela, 21 września 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

"Odetnij się od problemów."
Jego słowa zdążyły do mnie dotrzeć za nim jeszcze odeszłam wystarczająco daleko. Miał rację. Odcinałam się od wszelkich problemów. Uciekałam od nich. Byłam tchórzem i nie mogłam nic na to poradzić. Problemy dotyczące mojej osoby, były moją pięta achillesową.
Nie biegłam. Nie było takiego potrzeby. Wiedziałam, że za mną nie podąży. Aktualnie był zajęty kpieniem z mojego tchórzostwa. Rozumiałam to. Też z siebie kpiłam. W takich właśnie chwilach chciałam wymienić się życiem z byle kim, byleby nie być sobą.
- Użalasz się nad sobą - pomyślałam. - Tak nie może być. Nie po to jesteś przywódcą, by uważać, że ty jedyna masz problemy. Inni też je mają. Nie jesteś najbiedniejsza. Ludzie miewają większe problemy. Czas wreszcie dorosnąć i zrozumieć, że nie jesteś centrum wszechświata. Wstań i zacznij pomagać innym, a może karma na to wpłynie.
- Och, Katherine? Naprawdę wierzysz w karmę? - moje rozmyślania przerwał głos, który najwyraźniej słyszał moje myśli. Mało było takich wampirów, które potrafiły wnikać do umysłów nieśmiertelnych. Ten głos był jednak niepokojąco znajomy. Przepełniony akcentem, który dosyć rzadko słyszy się w Wielkiej Brytanii. Roześmiałam się i odwróciłam w stronę osoby, która bezkarnie podsłuchała moje myśli. Czarne, mądre oczy. Takie, jakie zapamiętałam. - Witaj, "centrum wszechświata".
Prychnęłam.
- Naprawdę, Tepes, myślałam, że stać się na więcej, niż tandetne przyjęcie u wampira niższej kasty.
- A jednak przyszła tu wysoka hierarchia - zauważył, wzruszając ramionami.
- Znasz na tym przyjęciu tylko mnie, Pavla i Thomasa, a resztę może kiedykolwiek widziałaś, ale nie byli zbyt ważni byś mógł ich zapamiętać. A większość pełnią wysokie funkcje w radzie.
- Nie obchodzi mnie wasza rada - przewrócił oczami, uświadamiając mi coś, o czym doskonale wiedziałam. - Ty i reszta przywódców w Anglii wychodzicie na całą Europę i o ile się nie mylę, byłaś dwa lata temu na ogólnoświatowym zebraniu w Aleksandrii.
- Tłoki, palące słońce i mnóstwo łowców? Tak, pamiętam.
Zaśmiał się pod nosem i śmiał się tak przez minutę, lecz po chwili z powrotem przybrał swój nieodgadniony wyraz twarzy.
- Przybyłem specjalnie, by się z wami spotkać. Słyszałam, że dzisiaj będziecie tu. I proszę - rozłożył ramiona. - A teraz, powiedz mi... Co skłoniło cię do takich myśli?
Zamknęłam swój umysł przed jego mocą. Przez te lata się tego nauczyłam.
- Opowiem ci u mnie - bez słowa skierowałam się do mojego auta, licząc, że podąży za mną.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz