Nie uciekłem daleko. Shevy naprawdę służyło wino. Zdążyła mnie już złapać po przebięgnięciu trzech kilometrów.
- Jak mogłeś? - spytała chwytając mnie za ramię - Marcelyn się nie odmawia!
- Myślałem, że nie chcesz bym się wiązał - fuknąłem
- Z Katherine nie, ale Marcelyn to lepsza partia - upierała się
- Ale ja jej nie kocham! - krzyknąłem i już wszystko było jasne. Puściła
moje ramię i cofnęła się o krok. - Shevy, zrozum. Ja...
- Nieważne - pokręciła przecząco głową. - Nie będę bawić się w swatkę. - splotła ręce na piersi
Zrozumiałem. Sprawdzała czy jak uwidzi mnie ze swoją najlepszą
przyjaciółką będzie coś czuła. Poczuła. Ale gdy patrzyła na Katherine
wszystko w niej wrzało.
- Shev - szepnąłem - Chodźmy do domu - ująłem jej bladą dłoń i
przyciągnąłem do siebie. Oparła się głową o moje ramię i uległa mi.
Podążyliśmy wampirzym krokiem do domu.
Kath? Pierwsze opowiadanie od tygodnia, wena...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz