poniedziałek, 1 września 2014

Od Jev'a - CD historii Katherine


Siedziałem pochylony nad moim przezroczystym stoliczkiem w salonie. Pisałem list. Zabrudziłem dwa arkusze papieru. Gdy skończyłem treść, wykaligrafowałem słowa wstępne i podpis adresata. Włożyłem kartki do koperty, która byłaby nieskazitelnie czysta gdyby nie miś z serduszkiem w łapkach. Niestety, ale babka w papierniczym miała tylko takie.
Po raz kolejny westchnąłem patrząc na uśmiechniętego od ucha do ucha puchatego misiaczka. Pasowałby idealnie do sytuacji gdybyśmy nie byli wampirami w trudnym związku, który nie miał szans istnieć.
Gdy skończyłem poszedłem pod prysznic chcąc zmyć z siebie poczucie winy, którego nabawiłem się przez niecały tydzień.
***
Ubrałem czystą białą koszulę zapinaną na guziki, czarne spodnie i tego samego koloru buty firmy Adidas. Przeczesałem palcami włosy, a przy okazji zgoliłem trzydniowy zarost.
Porwałem z wieszaka (kupiłem nowy i przeprosiłem po raz setny Rixona za wbicie mu go w brzuch) ciemną kurtkę i przerzuciłem ją sobie przez ramię. Wsunąłem do niej kopertę z misiaczkiem. Wybiegłem na dwór i zagwizdałem.
Xana od razu przybiegła i zaczęła żuć moje świeżo umyte włosy.
- Xana! - krzyknąłem odpychając ją od siebie. Parsknęła, oczywiście plując mi na twarz.
- Dobra, pojadę samochodem - zadecydowałem i wskoczyłem za kierownice jednocześnie zapalając silnik. Nie minęło pięć sekund wyjechałem z podjazdu kierując się w stronę miasta, a dokładniej katedry przywódców.
***
Stałem przed popielatym budynkiem i wpatrywałem się tępo w najwyższe okno w nim.
Biuro Katherine.
Wampirzym tępem wbiegłem do katedry. Przywitałem się z recepcjonistką i pognałem schodami na górę.
***
Bezszelstnie podszedłem do drzwi z bordowego drewna i zapukałem trzy razy. Trzymałem ręce w kieszeni ściskając w nich arkusz.
- Proszę - krzyknęła, jakby ktoś obudził ją z transu.
Delikatnie uchyliłem drzwi i prześlizgnąłem się w dziurę, wchodząc tym samym do pomieszczenia.
Rozglądnąłem się po nim, chcąc patrzeć wszystko tylko nie na nią, ale w końcu musiałem na nią popatrzeć bo poczułem jej wzrok na sobie. Usta Katherine ułożyły się na kształt litery: "O", książka Sherlocka Holmsa wypadła jej z rąk, a ona sama prawie się przewróciła, iż odjechał jej fotel na kółkach.
Zacisnąłem usta w wąską linijkę, ale wychodziło na to, że to ja musiałem się pierwszy odezwać.
- Witaj - wydusiłem mierząc ją wzrokiem. Jej sposób ubioru nie zmienił się nic, a nic.
- Hej - odparła cały czas patrząc mi w oczy.
- Chciałem... - nagle słowa, które uformowałem sobie w głowie stały się wyjątkowe niemądre. - Chciałem - powtórzyłem - podziękować Ci za lekarstwo. - dokończyłem
- Aha - odparła - Nie ma za co - dodała wzruszając niby to obojętnie ramionami.
Podszedłem nieco bliżej, ta zaś cofnęła się na obrotowym krześle, ale ja zostałem przy oknie wpatrując się w życie przed nami. Jakaś para jechała dorożką, a paczka dzieciaków bawiła się na pistolety. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Kath - odwróciłem się do niej. - Dziękuje - powiedziałem po prostu i obszedłem jej biurko, pochylając się nad nią pocałowałem ją w czoło, potem w nos, a następnie w usta. Pocałunek był długi i namiętny ociekający tęsknotą i pożądaniem. Pogładziłem jej nieskazitelnie biały policzek i położyłem kopertę na biurko, tyłem do misiaczka, który szczerzył swoje śnieżnobiałe kiełki w uśmieszku od ucha do ucha.
- Kocham cię - szepnąłem i wyszedłem zostawiając za sobą echo moich słów i ten list - ślad mojej obecności. Wybiegłem. W jedyno miejsce, które mogłem pójść.
W liście było:
Droga Katherine!
Pragnę ci podziękować i przeprosić za moje zachowanie. Tak, Rixon i Shevy wszystko mi powiedzieli. Sposób w jaki się do nich, a także do ciebie, Katherine, był wręcz odrażający. Oczywiście pragnę złożyć przeprosiny nie tylko za to, ale także za problemy jakie ci sprawiłem, w zabijace w barze. Szczerze tego żałuje, ech... mało powiedziane. Jak mnie znasz, obarczam się poczuciem winy, tak mocno, że Shevy się wyprowadziła. Bardzo trudno przestawić mi się na zwierzęcą krew. Pachnie i smakuje jak ścieki. Pragnienie wypala w moim gardle trwałe dziury, czasem tracę kontrolę. Ale już nigdy nie zabije. Nie bez powodu.
Przepraszam, że się rozpisałem. Przejdę do sedna, na które oboje czekamy.
Czasami nie wiem czemu to ciepłe uczucie, jest takie trudne. Różnimy się prawie pod każdym względem, nie potrafimy się przyjaźnić, a kochamy się - ja cię kocham tak mocno, że to przezwyciężą nawet pragnienie i żądze krwi.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz