- Uważałam, że sprawa została już wyjaśniona - palnęłam, zanim zdążyłam pomyśleć, co mówię. Teraz mogłam, albo się zamknąć, albo kontynuować. Whiskey dawało mi większą pewność siebie - choć nigdy mi jej nie brakowało - i mogłam spokojnie mówić, co mi ślina na język przyniesie, nie przejmując się konsekwencjami. Poprzejmuję się rano. - Dałeś mi do zrozumienia, że to koniec. Ja także tak uważam. I sprawa się zamyka. Nie ma o czym dyskutować. Nigdy, by nam się nie udało. Bez znaczenia, czy coś do ciebie czuję, czy nie. Chcę być twoją przyjaciółką, Jev. Potrzebują przyjaciela, który mnie podniesie, kiedy znowu upadnę. A niewątpliwie tak będzie. Mam Pavla i Thomasa, ale ich jest tylko dwóch, na mnie jedną i mój koszmarny charakter. Problemu minęły, łowcy przestali nam zagrażać. Za nim się obejrzę znowu zacznę olewać pracę, puszczać się, co noc i łazić po nocnych klubach. Nie chcę tego, ale jestem prawie pewna, że mogę stracić nad sobą kontrolę - ostatnie słowa przerodziły się w jęk. - Nie mogę tak żyć! Potrzebuję cię. Jesteśmy zbyt różni, by móc być w sobie zakochani, ale niewątpliwie przyjaźń między nami może przetrwać. Potrzebuję tylko twojej akceptacji i pomocy. Nic więcej. Wiesz, jaka jestem i także to wiem. Prędzej, czy później kompletnie oszaleję, jeśli już nie jestem szalona, i sama będę próbowała się oddać w łapy łowców. A to dlatego, że nikt mnie nie rozumie, nikt! Nawet ty. Wiele osób może uważać mnie za koszmarną jędzę, która przejmuje się tylko swoim własnym nosem. I tak jest, ale ja także miewam problemy. Nie jestem idealna, nikt nie jest - zamilkłam i warknęłam cicho, pod nosem. - Po, co ci to mówię? To przecież nie ważne. Nic nie jest ważne. Zapomnij, że cokolwiek mówiłam. Zapomnij, że mnie w ogóle poznałeś - westchnęłam z rezygnacją i zbiegłam po schodkach do ogrodu. - Po prostu zapomnij - rzuciłam i weszłam powolnym krokiem w ciemność.
Jev?
Przepraszam, że tak długo nie odpisywałam, ale byłam zajęta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz