Xana jak zwykle uradowana mym przybyciem powitała mnie radośnie i poczęła szukać jedzenia w moich kieszeniach. Oczywiście ośliniła całą moją marynarkę, więc ściągnąłem ją i zostałem w samym podkoszulku. Po nakarmieniu koni i wyczyszczeniu stajni wszedłem do domu i pobiegłem do łazienki by zmyć z siebie słodki zapach perfum Marcelyn pomieszanych z końskim odorem.
Siedziałem na łóżku i czytałem po raz setny Grimoire czyli księge zaklęć. Szukałem w niej składników na tajną miksurę dotyczącą młodych wampirów. Nagle rozległo się pukanie do drzwi mojej sypialni.
Zamknąłem szybko książkę i schowałem ją pod poduszkę.
- Shev? - zapytałem, a drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. Nikogo w nich nie było. Wstałem szybko i rozglądnąłem się i spojrzawszy w dół zauważyłem tylko biały skrawek papieru zbrudzony niezgrabnym pismem.
"Jeśli się nie boisz, to zacznij" - było napisane.
Ścisnąłem kartkę w dłoniach i pobiegłem na dół.
Gdy zatrzymałem się przy schodach prawie się przewróciłem w kałuży krwi.
- Shevy! - krzyknąłem i padłszy na kolana rozeznałem sytuacje.
Śmierdziało tu mocnymi środkami odurzającymi, więc Shev była nieprzytomna, a do tego drewniany kołek był wbity dwa centymetry poniżej 'serca'.
Sprawnym i delikatnym ruchem wyciągnąłem go i ułożyłem wampirzycę - jeszcze ubraną w balową suknie - na sofie.
Chwyciłem telefon i wykręciłem numer Katherine by poinformować ją o zaistniałej groźbie.
Nie odebrała.
Musiałem więc do niej pojechać.
***
Uznałem, że nie mogę zostawić Shev samą, więc wpakowałem ją do samochodu - dalej dziwnie nieprzytomą.
Droga zajęła mi niecałe pół godziny, iż jechałem z prędkością wariata, a wszystkie auta, które mijałem na mnie trąbiły dodając mi adrenaliny.
Zatrzymałem się na podjeździe i zostawiłem Shev w aucie zamykając go na cztery spusty.
Wbiegłem na werandę i spojrzałem na białą ławeczkę na której całkiem niedawno obsypywaliśmy się pocałunkami. Jednak szybko wymazałem sobie do wspomnienie z głowy, blokując przy tym myśli.
Zapukałem.
Usłyszałem cichuteńki szept męskiego głosu pomieszanego z lekkim, kobiecym.
Wywróciłem ledwie dostrzegalnie oczami gdy Katherine otworzyła drzwi, a zza jej ramienia wyglądał jakiś wampir.
Jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
- Jest sprawa - szybko zwęziła źrenicę i zerknęła na moje auto. - Ktoś nas napadł - rzuciłem bez ogródek
- To się było nie szlajać po nocy - skwitował typ
- Uważam, że to coś poważniejszego, więc przyszedłem z tym do was. - miałem na myśli ją, ale no dobra... - Przed niecałą godziną usłyszałem pukanie do drzwi i znalazłem w nich tylko tą kartkę - przekazałem jej zwinięty arkusz - potem zobaczyłem, że Shevy jest cała we krwi, w jej serce jest prawie wbity kołek, a w domu jedzie środkami odurzającymi od których dostaje się kompletnego amoku. Shevy jest tym kompletnie namoknięta i nie można jej dobudzić. Nie wiem dlaczego to my zostaliśmy zaatakowani i przez kogo. Może inne wampiry też są prześladowane.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz