Stało przede mną kilka tysięcy strapionych dusz. Każdej po kolei wpajałem szacunek mimo oporów ich stalowych charakterów. Zajęło mi to nie więcej niż kilka sekund. Działałem z mocą. Nie miałem czasu na pindrzenie się z każdym z osobna... Chociaż, powinienem znać zapędy każdego z nich. Moich podwładnych.
- Aleksandrze. - mruknąłem i ruchem ręki przywołałem Brylynskiego. Dosłownie. Magią. Uśmiechnąłem się lekko na widok zmieszanego nagłą zmianą miejsca cienia.
- Moi drodzy. - rozłożyłem ramiona w geście powitalnym - Zmiana w przywództwie nie powinna robić Wam różnicy. - oznajmiłem i zrobiwszy pauzę, po chwili dodałem z chytrym uśmiechem:
- Mój poprzednik był zbyt kruchy dla Waszych posępnych duszyczek. Ja taki nie będę. Jestem Waszym Władcą i oczekuję Wieczystej dozgonnej - rozszerzyłem uśmiech na widok ich przepełnionych dezaprobatą spojrzeń na wydźwięk słowa "zgon" - ...Wierności. Czy ktoś chciałby coś dodać? - spytałem retorycznie
- Nie, Panie. - rozbrzmiał tłum melancholijnym głosem
Zmarszczyłem brwi.
- Więcej życia. - odparowałem i zasygnalizowałem możliwość odejścia.
- Ty. - zatrzymałem wysoką duszyczkę i moją Mocą przywołałem ją do mnie. - Marcelyn Fontie. - mruknąłem bez cienia sympatii w głosie. Jej dusza była pełna smutku. Została zabita, nie chciała tu być.
- Tak? - odparła ponuro, unikając mojego wzroku.
- Tak, Panie. - poprawiłem ją niezadowolony o jej zuchwałości. - Wybierz sobie śmiertelniczkę. Pragnę cię u swojego boku.
Aleksander rzucił mi zszokowane spojrzenie.
- Cielesne ludzkie ulotne przyjemności - skwitowałem z pogardą - Ale nie niedozwolone. - rozciągnąłem zęby w uśmiechu i poczekałem na pannę Fontie.
Wybrała szczupłą blondynkę o długich nogach i niebieskich oczach. Uniosłem brew.
- Może być. - to, że nie miałem uczuć nie oznaczało, że moje ludzkie ciało nie ma potrzeb. - Pójdziemy na drinka? - i...pragnień
Pan Mrocznych Cieni idzie się uchlać :3 Jestem całkowicie pozbawiona weny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz