piątek, 25 września 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine


- Stój, dziwko. - zagrzmiałem i w jednym żałosnym ułamku sekundy znalazłem się naprzeciw niej. Usiłowała patrzyć mi hardo w oczy, ale w końcu jej spojrzenie zmiękło i znów poczuła się nic nieznacząca. Taka była.
- I lepiej nas traktował. - mruknęła odwracając wzrok, usiłując zmienić temat
- Ten I, który was porzucił dla wygody ludzkiego bytu? - zadrwiłem - Zapomnij o nim.
- Nie wierzę, że zapomniałeś o swoim bycie, Jev, to nie ty.
- To daj wiary. - szarpnąłem nią
- Hola, hola. - zastukały obcasy i z cienia wyłoniła się smukła sylwetka blondynki - Co my tu mamy. - zmierzyła pozornie obojętnym wzrokiem zebranych i uśmiechnęła się - Na szczęście wniosę ruch feministyczny - puściła oczko do Fontie
- Nie masz prawa - parsknąłem
- Nie...mam to na papierze. - rozwinęła przede mną długi pergamin i czarnym paznokciem wskazała podpis Iluzjonisty. - Tak coś czuł, że sodówka ci uderzy to tego pustego łba. Poza tym, ta istota przedstawia jakieś wartości. Choćby troska o to co udało mu się zbudować.
- Zamilcz, albo.. - urwałem, bo ta zbliżyła się do mnie szybkim krokiem i pozbawiła przytomności na kilkanaście długich sekund.

Padłem na kolana rażony mocą mojego dręczyciela. Czasu. Wspomnień. Wszystko mnie zalało, wszystkie uczucia sprzed 300 wampirzych lat i zaledwie dwudziestu ludzkich.
Czułem jak płonę. Moja głowa się paliła od nadmiaru przypomnianych zdarzeń. Od minionych emocji - głównie podniecenia spowodowanego zabijaniem.
Już nie krzyczałem. Już nie potrafiłem. Poczułem się jak Fontie. Poniżony, udręczony. Jak ludzie, których krzywdziłem będąc tą przebrzydłą istotą. Wampirem.

Nieświadomość.
Ból.
Krew. Bieg. Puls. Walka. Krew. Błogość. Strach.
Rutyna.
Miłość, szczęście, stłumienie pragnienia.
Brak uczuć.
Powrót uczuć.
Noc.
Dzień.
Narodziny.
Ból.

Wszystko przypieczętowane bólem.

"Człowiek rodzi się by cierpieć."
Na chwilę obecną nie jestem niczym więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz