sobota, 12 września 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

Jako wampir potrzebowałem wyłącznie krwi. W ludzkim ciele ptrzebowałem wszystkiego. Zjeść, napić się, odlać.
Gdy te potrzeby zaczęły mnie przytłaczać wygłuszyłem je bez trudu. Nie mogłem sobie pozowlić na słabości gdy przebywałem pod cielesną postacią.
Fontie ciągle chodziła do publicznych łaźni więc i u niej uciszyłem te potrzeby. Miała być przy mnie cały czas.
Wyczuwałem naturalny ludzki pociąg do kobiet. Jedynie fizycznie.
Nie miałem uczuć, jedynie moi podwładni mogli urazić mnie swoim nieposłuszeńśtwem.
Objąłem dziewczynę w pasie i przysunąłem do siebie tak by moja dłoń spoczywała na jej pupie. Zadałem jej lekkiego klapsa. Zaśmiałem się gdy podskoczyła pod wpływem bólu.
Wyczułem upokorzenie jej duszy i odczytałem myśli "Sprzedałam się jak dziwka", skarciła siebie.
- Tylko tym możesz być, skarbie. - nachyliwszy się wyszeptałem jej do ucha
Aleksander stał w kącie sali niewielkiego pubu mieszczącego ladę i dwa stoły do bilardu.
Zajrzałem na dno butelki bourbonu.
- Wystarczy. - rzuciłem szkło na podłogę za ladę i grawitacyjnie sprawiłem by odłamki wbiły się w kelnerkę. Patrzyłem jak przerażona usiłuje wyjąć kawałek szkła z ramienia. Widok krwi nie był mi obcy, ale nie czułem znajomego podniecenia. Może dlatego, że byłem oschły na jakiekolwiek uczucia niż wyższość, nienawiść i pragnienie władzy.
- Idziemy. - mruknąłem znów przywołując do siebie Aleksandra - niewidzialnego, pod postacią duszy i Marcelyn.
- Gdzie... - zaczęła i urwała kiedy zmierzyłem ją gniewnym spojrzeniem - ...Panie masz zamiar się udać? - poprawiła się i schyliła głowę z uniżeniem
- Katakumby pod Londynem. - odpowiedziałem łaskawie. - Widzimy się tam za kilka minut. - wydałem rozkaz - Wszyscy.

Siedziałem wyprostowany niczym struna pośród ścian. U mojego boku stał Aleksander, a w nogach siedziała Marcelyn zasłonięta włosami. Wydawała dźwięki godne pijaka dławiącego się własnymi wymiocinami. Smętna duszyczka.
- Zamilknij. - rzuciłem w nią niewidzialny piorun przepełniony złością. Zabolało. Posłusznie umilkła.
Zjawili się.
Wszyscy w jednym ułamku sekundy, z uniżonymi głowami.
Rozszerzyłem usta w uśmiechu.
- Wieści. - zażądałem wyczuwając, że wielu z nich ma dla mnie cenne informacje.
- Wyczuliśmy zmianę. - odezwała się dusza rozmarzonego czarodzieja. Za życia był nieodwracalnie zakochany w kobiecie, która nim gardziła. By zakończyć swe męki pozwolił oddać się w ręce armii. Żałosne.
- Mianowicie. - odparłem ponaglająco
- Demon na obrzeżach Londynu. Dom przywódczyni wampirzego klanu. Zwie się Aristow.
- Aristow jaki? - pozwolił sobie wtrącić Aleksander
- Ona. Rosjanka. Katerina.
- Zawsze były z nią problemy. Suka. - syknął
- Cisza. - zabrzmiałem - Nie wyeliminujemy jej. Zawarła pakt z Diabłem. - domyśliłem się - Katherine - wyplułem to imię poprawiając go. Pamiętałem ją. Zawsze pakowała się w kłopoty.
- Pozwolisz by chodziła po naszych ziemiach? - odezwał się zbuntowany wilkołak. Cisnąłem w niego ogniem.
- Jak śmiesz kwestinować moje słowa, nikczemcze. - warknąłem nie zmieniając pozycji ani o milimetr, nie okazując zdenerwowania. Moja złość wisiała w powietrzu, nie musiałem jej dodatkowo okazywać. - Demony i dusze nie mają związku ze sobą. - dodałem po chwili
- A będziemy normalnie funkcjonować pośród nich? - dopytywał się cały czas upierdliwy wilkołak.
- Dopóki jesteście na mojej smyczy, tak.
- Katherine była dla ciebie kimś więcej. - mruknęła ni stąd ni z owąd Marcelyn zwinięta u mych stóp.
- Ja dla ciebie też. - pociągnąłem ją za włosy - Kiedyś. Było. Minęło. Nie powróci.
- Jeszcze zobaczymy. - odpowiedziała i wstała znieważając mój rozkaz. - Wychodzę namieszać I'emu bo widzę, że jesteś w tak opłakanym stanie, że nawet się nie martwisz o swoje dziecko/


Katherine?

PS. Nie wiem do czego dążę, zobaczymy xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz