niedziela, 27 września 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a



- Pociągasz, chciałeś powiedzieć – mruknęłam sarkastycznie, patrząc jak całkiem niewinny Jev, który nawet nie miał pojęcia, jaka łączyła go ze mną przeszłość, siedzi tak po prostu przede mną, jak gdyby nigdy nic. Prawie zapomniałam, że mam go nienawidzić. – Doskonale wiem kim jesteś, a ty doskonale wiesz, kim ja jestem. Tylko sobie tego nie uświadamiasz, ale naprawdę gdybyś o mnie pamiętał, nie siedziałbyś tu teraz.
- Dlaczego? – odchylił głowę do tyłu, wpatrując się we mnie przenikliwie.
- Ponieważ byłbyś wtedy świadomy, jak bardzo aktualnie nie odpowiada mi twoje towarzystwo i jak bardzo mam ochotę skręcić ci ten ludzki kark – zakończyłam to uśmiechem, jakby nie kryła się pod tym jawna groźba. Przekręcił głowę w prawą stronę, jakby nie do końca zrozumiał. Westchnęłam i jednocześnie przewróciłam oczami. – Nazywam się Katherine Aristow, kiedyś byłam przywódczynią klanu, do którego należałeś, a aktualnie służę Piekłu. Czy taki opis ci odpowiada?
- Czekaj, co to znaczy, że służysz Piekłu? – zapytał, wyraźnie zainteresowany. – Widziałem wcześniej, jak twoje oczy zmieniają barwę na czarną. To było takie…
- Demoniczne? – przerwałam mu. – Tak, tak. Jestem demonem, a ty człowiekiem. Strzeż się, bo pewnie zaraz cię opętam albo coś – pokręciłam swoją latte, ukształcając piankę na wierzchu. – Serio. Mogę opętać człowieka. Czytałam o tym.
- A te psy…? – zerknął na Tenebrisa i Morta, którzy siedzieli przy stoliku. Wpatrywali się w niego groźnie, jakby chcieli odgryźć mu głowę.
- To ogary piekielne. Mort i Tenebris – przedstawiłam moje psiaki, klepiąc Tena po głowie. – Doprawdy, są łagodne. No, chyba, że rozkażę im inaczej. Wtedy rozszarpią cię na strzępy.
Nawet się nie wzdrygnął. Cały Jev. Ciężko było go od siebie zrazić. Boże, ile ja bym dała, żeby już sobie poszedł i zakończył tą koszmarną grę, która naprawdę mogła się skończyć jego pogrzebem.
Nagle zadzwonił mój telefon, a ja odebrałam, nawet nie patrząc na wyświetlacz.
- Usługi pogrzebowe u Katherine. W czym mogę pomóc? – burknęłam, ponownie używając ironii. Osoba po drugiej stronie prychnęła, przez co wiedziałam, że to Vivienne. Spojrzałam nerwowo na Jev’a. No, nie. – Cześć, skarbie. O co chodzi?
- Masz usługi pogrzebowe? Fajnie – roześmiała się, a ja nie mogłam się powstrzymać i również się uśmiechnęłam. – Dzwonię, bo zastanawiam się, kiedy wrócić. Wujek działa mi już na nerwy.
Przewróciłam oczami.
- Co on znowu zrobił?
- Kazał mi biegać wokoło naszego domu, aż wrócisz – załkała, nieco teatralnie, a ja zachichotałam. Była przecież wampirem, do cholery. Nie mogła się męczyć. – A oglądałam właśnie „Gorzkie gody”.
- Że ty co oglądałaś? – moje oczy wypadłby mi chyba z twarzy. – Biegaj dopóki nie skończę, Vivienne. Jak wrócę to sobie porozmawiamy.
- Brzmisz groźnie, ale i tak wiem, że wisi ci, co oglądam – parsknęła śmiechem i rozłączyła się.
- Co za bezczelne dziecko – mruknęłam.
- Kto to był? – zapytał Jev, a moje oczy chyba wypadły ponownie.
- Nikt ważny – oznajmiłam, pośpiesznie wstając. – Właściwie to muszę już iść. Fafik, Reksio! Do nogi, wy zapchlone kundle! – po czym wyszłam z kawiarni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz