sobota, 12 września 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a



Film się skończył szybciej, niżbym podejrzewała. Vivienne cicho chrapała, oparta o mój brzuch, najwyraźniej niezainteresowana łzawą końcówką filmu. Kiedyś pewnie ze wzruszenia poleciałoby mi kilka łez, jednak teraz nie mogłam z siebie żadnej wymusić. Tak, jakby stanie się demonem wyrzuciło ze mnie resztki człowieczeństwa, jakie miałam.
Ciche pukanie do drzwi rozległo się niedługo po napisach końcowych. Siedziałam nieruchomo, ponieważ nie zamierzałam budzić córki. Córka. Takie obce słowo i tak słodko-gorzkie.
- Masz gościa – powiedział szeptem Chris, otwierając drzwi. – Szatan we własnej osobie - prychnął.
Parsknęłam śmiechem.
- Coś mi mówi, że chyba go nie lubisz – odparłam, również cicho.
Pokręcił głową, jakby nie dowierzał moim słowom.
- A jak można polubić Króla Piekła?
- Ja go lubię… Wydaje się przyjazny – uśmiechnęłam się, patrząc, jak jego twarz wykazuje wielkie niedowierzenie. – Naprawdę. Słowo daję, lubię go.
Chris ponownie pokręcił głową, mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem i wyszedł. Lekko podniosłam Vivienne, wstałam i ponownie położyłam ją na fotelu. Niech się wyśpi. Najwyraźniej lubiła to tak mocno, jak niegdyś ja.
Stąpając delikatnie po panelach udałam się do holu, gdzie Lucyfer czekał na mnie, oparty o śnieżnobiałą ścianę. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to dwa, ogromne psy stojące obok jego boku. Nie miałam wątpliwości, że były to jego pupilki, ogary piekielne, Mort i Tenebris. Z wyglądu przypominały czarnego owczarka niemieckiego o hipnotycznie niebieskich oczach, tyle, że sięgały Lucyferowi do pasa. Ich wystające zęby były bez wątpienia ostre, jak noże. Tym razem na mnie nie warczały, tylko patrzyły na mnie spokojnie, jakby znały wszystkie moje sekrety. Ja również przestałam czuć niepokój, chociaż to one mnie zabiły.
- Słodziaki – powiedziałam na przywitanie. – Mogę je zatrzymać?
- To właściwie wskazane – Lucyfer wyszczerzył zęby w uśmiechu, a ja ponownie nie mogłam pojąć, jakim cudem był on Królem Piekła. – Przyszedłem dać ci trochę książek i trochę rad w sprawie zaprzyjaźnienia się z Mortie’m i Ten’em.
Uniosłam brwi, słysząc te przesłodzone ksywki.
- W porządku – przekrzywiłam głowę. – Od czego mamy zacząć?
- Niecierpliwa jakaś – usłyszałam basowy głos i rozejrzałam się, niepewna, skąd dochodzi. – Lubię ją.
Cichy chichot, znacznie cieńszy, niż poprzedni głos, przerwał gadaninę.
- Patrz na jej minę.
Mój wzrok skierował się do ogarów, które wyglądały, jakby naprawdę się ze mnie śmiały. Z niedowierzeniem zerknęłam na Lucyfera, który uśmiechał się złośliwie.
- Mogłeś mnie poinformować, że mogę z nimi gadać! – potem zerknęłam jeszcze raz na te rozkoszne stworzonka. – Teraz już na bank musicie ze mną zostać – pogłaskałam Morta po główce.
Ogar zaczął merdać ogonem, jakby był tylko przyjaznym mopsem. Tenebris za to prychnął cicho.
- On zawsze jest głaskany! – przeniosłam swoją uwagę na niego i natychmiast złagodniał. – O, tak. Jak miło… Lu, zostajemy tu na zawsze.
Lucyfer parsknął śmiechem, a ja znowu uniosłam brwi.
- Okej, „Lu” – przez chwilę wyglądał, jakby chciał mi zrobić krzywdę. – Przejdźmy do konkretów.
Pociągnął mnie w kierunku mojego najbliższego lustra i ustawił mnie przed nim.
- Pentagram nie jest twoim jedynym znakiem rozpoznawczym. Jest jeszcze coś, co zwykle sprowadza w ludziach strach – westchnęłam cicho, nie chcąc mu mówić, że gówno mnie obchodzą ludzie. – Skup się teraz na swojej demonicznej stronie i zamknij oczy.
Wykonałam polecenie. W jednej chwili poczułam przypływ swojej nowej mocy i czułam, jakbym naprawdę potrafiła wszystko, a trwało to mniej, niż dwie sekundy. Instynktownie otworzyłam oczy, a razem z nimi szczęka również poszła w dół, gdy zobaczyłam, że moje szmaragdowe tęczówki zniknęły, a oczy zrobiły się całkowicie czarne – nawet z białkami.
- Wow – mrugnęłam i ponownie wróciły do normalnego koloru. – Podwójne wow. Mogę tak robić, kiedy tylko będę chciała?
- Kiedy tylko będziesz chciała – uśmiechnął się. – Po tym, jak zmieniłaś oczy na czarne… Wiedziałaś, co robić, prawda? Tak jakby był to demoniczny przewodnik?
- Można tak powiedzieć – odparłam, dumna z siebie. – W sekundę nauczyłam się, jak prowadzić pakty, zabierać dusze, torturować  w Piekle i inne te zabawne rzeczy.
- Taak… - nagle w jego rękach pojawiły się dwa grube tomiska i mi je podał. – Ale masz również przeczytać teorię. Dam ci dwa dni, żeby zaznajomić się z nową sytuację, a za równo 48 godzin obierzesz jednemu gościowi duszę, ponieważ nadszedł jego czas – poklepał mnie po ramieniu. – Miłej zabawy – i zniknął, jakby go nigdy nie było.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz