Film
się skończył szybciej, niżbym podejrzewała. Vivienne cicho chrapała, oparta o
mój brzuch, najwyraźniej niezainteresowana łzawą końcówką filmu. Kiedyś pewnie
ze wzruszenia poleciałoby mi kilka łez, jednak teraz nie mogłam z siebie żadnej
wymusić. Tak, jakby stanie się demonem wyrzuciło ze mnie resztki
człowieczeństwa, jakie miałam.
Ciche
pukanie do drzwi rozległo się niedługo po napisach końcowych. Siedziałam nieruchomo,
ponieważ nie zamierzałam budzić córki. Córka. Takie obce słowo i tak
słodko-gorzkie.
-
Masz gościa – powiedział szeptem Chris, otwierając drzwi. – Szatan we własnej
osobie - prychnął.
Parsknęłam
śmiechem.
- Coś
mi mówi, że chyba go nie lubisz – odparłam, również cicho.
Pokręcił
głową, jakby nie dowierzał moim słowom.
- A
jak można polubić Króla Piekła?
- Ja
go lubię… Wydaje się przyjazny – uśmiechnęłam się, patrząc, jak jego twarz
wykazuje wielkie niedowierzenie. – Naprawdę. Słowo daję, lubię go.
Chris
ponownie pokręcił głową, mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem i wyszedł. Lekko
podniosłam Vivienne, wstałam i ponownie położyłam ją na fotelu. Niech się wyśpi.
Najwyraźniej lubiła to tak mocno, jak niegdyś ja.
Stąpając
delikatnie po panelach udałam się do holu, gdzie Lucyfer czekał na mnie, oparty
o śnieżnobiałą ścianę. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to dwa, ogromne psy
stojące obok jego boku. Nie miałam wątpliwości, że były to jego pupilki, ogary
piekielne, Mort i Tenebris. Z wyglądu przypominały czarnego owczarka
niemieckiego o hipnotycznie niebieskich oczach, tyle, że sięgały Lucyferowi do
pasa. Ich wystające zęby były bez wątpienia ostre, jak noże. Tym razem na mnie
nie warczały, tylko patrzyły na mnie spokojnie, jakby znały wszystkie moje
sekrety. Ja również przestałam czuć niepokój, chociaż to one mnie zabiły.
-
Słodziaki – powiedziałam na przywitanie. – Mogę je zatrzymać?
- To
właściwie wskazane – Lucyfer wyszczerzył zęby w uśmiechu, a ja ponownie nie
mogłam pojąć, jakim cudem był on Królem Piekła. – Przyszedłem dać ci trochę
książek i trochę rad w sprawie zaprzyjaźnienia się z Mortie’m i Ten’em.
Uniosłam
brwi, słysząc te przesłodzone ksywki.
- W
porządku – przekrzywiłam głowę. – Od czego mamy zacząć?
-
Niecierpliwa jakaś – usłyszałam basowy głos i rozejrzałam się, niepewna, skąd
dochodzi. – Lubię ją.
Cichy
chichot, znacznie cieńszy, niż poprzedni głos, przerwał gadaninę.
-
Patrz na jej minę.
Mój
wzrok skierował się do ogarów, które wyglądały, jakby naprawdę się ze mnie
śmiały. Z niedowierzeniem zerknęłam na Lucyfera, który uśmiechał się złośliwie.
-
Mogłeś mnie poinformować, że mogę z nimi gadać! – potem zerknęłam jeszcze raz
na te rozkoszne stworzonka. – Teraz już na bank musicie ze mną zostać –
pogłaskałam Morta po główce.
Ogar
zaczął merdać ogonem, jakby był tylko przyjaznym mopsem. Tenebris za to
prychnął cicho.
- On
zawsze jest głaskany! – przeniosłam swoją uwagę na niego i natychmiast
złagodniał. – O, tak. Jak miło… Lu, zostajemy tu na zawsze.
Lucyfer
parsknął śmiechem, a ja znowu uniosłam brwi.
-
Okej, „Lu” – przez chwilę wyglądał, jakby chciał mi zrobić krzywdę. – Przejdźmy
do konkretów.
Pociągnął
mnie w kierunku mojego najbliższego lustra i ustawił mnie przed nim.
-
Pentagram nie jest twoim jedynym znakiem rozpoznawczym. Jest jeszcze coś, co
zwykle sprowadza w ludziach strach – westchnęłam cicho, nie chcąc mu mówić, że
gówno mnie obchodzą ludzie. – Skup się teraz na swojej demonicznej stronie i
zamknij oczy.
Wykonałam
polecenie. W jednej chwili poczułam przypływ swojej nowej mocy i czułam, jakbym
naprawdę potrafiła wszystko, a trwało to mniej, niż dwie sekundy. Instynktownie
otworzyłam oczy, a razem z nimi szczęka również poszła w dół, gdy zobaczyłam,
że moje szmaragdowe tęczówki zniknęły, a oczy zrobiły się całkowicie czarne – nawet
z białkami.
- Wow
– mrugnęłam i ponownie wróciły do normalnego koloru. – Podwójne wow. Mogę tak
robić, kiedy tylko będę chciała?
-
Kiedy tylko będziesz chciała – uśmiechnął się. – Po tym, jak zmieniłaś oczy na
czarne… Wiedziałaś, co robić, prawda? Tak jakby był to demoniczny przewodnik?
-
Można tak powiedzieć – odparłam, dumna z siebie. – W sekundę nauczyłam się, jak
prowadzić pakty, zabierać dusze, torturować
w Piekle i inne te zabawne rzeczy.
-
Taak… - nagle w jego rękach pojawiły się dwa grube tomiska i mi je podał. – Ale
masz również przeczytać teorię. Dam ci dwa dni, żeby zaznajomić się z nową
sytuację, a za równo 48 godzin obierzesz jednemu gościowi duszę, ponieważ
nadszedł jego czas – poklepał mnie po ramieniu. – Miłej zabawy – i zniknął,
jakby go nigdy nie było.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz