Obróciłem się dokładnie obwąchując teren. Wampir.
Syknąłem, nie znawszy wcześniej jego dziwnej woni.
Zaśmiał się charyzmatycznie i warknął:
- Zabawiasz się z moją żoną? - przegiął w tych słowach, lokalizując jego położenie rzuciłem się na niego budząc w sobie łowny instynkt. Wprawdzie to ja miałem nad nim przewagę, on polował na ludzi, a ludzie byli łatwym celem. Ja uganiałem się za zwierzętami, które w mojej obecności były niespokojne i szybsze od śmiertelnych istot ludzkich. Ja miałem zwinność, ale on miał większą siłę. Zrobił unik, rzucając mnie przy tym na kamień, który obrócił się w proch.
Wstałem z godnością i rzuciłem okiem na drzewo.
- Miło cię poznać, Andre. Wiele o Tobie słyszałem. - uśmiechnąłem się przebiegle.
- Jeff, jak dobrze rozumiem? - zaśmiał się
- Przez "v". - poprawiłem go wiedząc, że zrobił to specjalnie. Co za uczniak. Wiedziałem, że jest mądrzejszy niż się zgrywa. Chciał mnie wykiwać.
Znów spojrzałem na rozłożysty dąb. Andre pobiegł wzrokiem za mną, wtedy ja do niego podbiegłem i wbiłem mu naostrzoną gałąź w brzuch. Zawył z bólu.
- Jeszcze zobaczymy, kto tu się będzie śmiał ostatni. - orzekłem wkładając mu patyk głębiej i głębiej, aż w końcu przebił go na wylot. - Nie zadzieraj, to się źle skonczy. - dodałem i uderzyłem go w twarz. Odszedłem ze spokojem. Nie obchodziło mnie co zrobi Katherine kiedy się dowie, a na pewno się dowie.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz