wtorek, 29 lipca 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

Zamurowało mnie. Pożegnał się, ale jeszcze przez chwilę stał i patrzył mi w oczy. Wreszcie to ja odwróciłam wzrok. To było naprawdę dziwne. Dziwne i niewłaściwe. Okropne.... Ale kogo ja chciałam oszukać? Podobało mi się i byłam głodna na więcej.
Ale potem przypomniałam sobie, jaką osobą jestem ja, a jaką osobą jest Jev. Byliśmy tak różni. Ja zabijałam bez cienia poczucia winy, a on nie skrzywdziłby żywej istoty. Nie rozumiałam, dlaczego wciąż udaje mojego przyjaciela. Ja nie miałam przyjaciół. Byłam zimną i bezlitosną wampirzycą. Taka była moja natura. Dziś był wyjątek. A on nie powinien już uważać, że w pełni się zmieniłam.
Byłam potworem i potrafiłam się do tego przyznać. Chciałam coś zmienić, ale nie umiałam. Może bałam się, że stanę się wtedy słabsza. Może po prostu chciałam się zemścić na całym świecie za ten cały ból, jaki los mi zadał.
- Do zobaczenia, Jev - powiedziałam, wchodząc do środka domu.

Następnego dnia nie miałam, co zrobić ze sobą. Wydarzenia, które wydarzyły się poprzedniego popołudnia wstrząsnęły mną do reszty. Przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka i wyszło to z tego, że w końcu nad ranek zasnęłam i spałam do godziny trzynastej.
Postanowiłam udać się na spacer. Mój dom w Londynie był położony obok lasu i z wielką chęcią zabrałam ze sobą Fiodora. Od leciał z przodu i co chwila przysiadywał na gałęziach drzew, bym mogła go dogonić.
Był już bardzo stary. Miał już szesnaście lat, co było niezwykle dużo jak na kruka.
Nagle weszliśmy na niewielką polanę. On oczywiście był pierwszy. Patrzyłam na niego, jak szybuje nisko ziemi.
To wydarzyło się tak szybko.
Może to była wina mojej nieuwagi, może nieuwagi Fiodora. Może po prostu wielki pech. Nie zauważyłam chłopca - około dziesięcioletniego - bawiącego się obok procą. Niewiele myśląc strzelił prosto w ruchomy cel - mojego Fiodora.
Czas jakby się zatrzymał. Ptak oberwał w prawy bok i padł na ziemię. Czułam, że ja także upadam, ale nie fizycznie. To gdzieś w głębi mnie spadł wielki kamień, który sprawił, że nie mogłam oddychać, myśleć i czuć czegokolwiek. Tylko ten kamień. Gdzieś w środku. Uciskał mi żołądek i, co najgorsze, serce.
W ciągu sekundy podbiegłam do mojego przyjaciela i uklękłam przy nim. Jego oddech był niestabilny, a serce zbyt wolne, niż normalnie.
Kiedy jego czarne oczy napotkały moje, wiedziałam, że chce mi przekazać, że mnie kocha. Szepnęłam mu cicho, że jest dla mnie najważniejszy i pogłaskałam go po piórach. Nagle oddech zwolnił jeszcze bardziej, aż w końcu stał. I wtedy wydobył się ostatni dźwięk jego serca. Czekałam cierpliwie przez pół minuty, aż znów zabije. Nic. Wtedy łzy zaczęły mi lecieć tak szybko, jak nigdy. Załkałam przytulając go do piersi. Utuliłam jego martwe ciało. Zaczęłam oddychać spazmatycznie. Nie mogłam złapać tchu.
- Ej - szepnęłam do niego. - Obudź się, Fiodor. To nie jest śmieszne. Choć... Wrócimy do domu. Tylko się obudź, do cholery! - to ostatnie wykrzyczałam.
Mój wzrok przeniósł się na chłopczyka, który przypatrywał mi się wielkimi oczami.
- Odejdź - rozkazałam mu. Posłusznie uciekł w las. Nie miałam ochoty się mścić. Szczególnie na ludzkim szczenięciu. Mój ból był zbyt wielki, by jakakolwiek zemsta wyrównała rachunki. Znów spojrzałam na Fiodora. - Obudź się, przyjacielu...
Ale po chwili już wiedziałam, że nigdy się nie obudzi.

Jev? Jejku, pisząc to, miałam łzy w oczach xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz