poniedziałek, 28 lipca 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Czyżbyś czynił mi propozycję? Cóż, po tobie się tego nie spodziewałam, Jev - zaśmiałam się cicho. - Ale do jeziora iść nie zamierzam. Do tego poziomu się nie zniżę - zmarszczyłam brwi. - Muszę wyglądać okropnie.
- Przez grzeczność nie zaprzeczę - powiedział, idąc w kierunku miasta.
Szybko go dogoniłam i trzepnęłam w ramię.
- Czuję się teraz, jak prawdziwy wampir, a nie jak człowiek - wyznałam. - Kiedyś wampiry zachowywały się właśnie tak. Dziko, niebezpiecznie. Teraz prawie wszystkie polują w nocnych klubach. Nawet ja nie jestem tradycjonalistką - zerknęłam na niego z ukosa. - Oczywiście, nie mówię tu o tobie. Ty pewnie już dawno zapomniałeś, jak smakuje ludzka krew.
Nic nie odpowiedział. Zgadłam, że nie był to dla niego przyjemny temat. Westchnęłam głośno, ale już nic więcej nie powiedziałam.


Gdy umyłam się i pozbyłam się nieprzyjemnych ran, ubrałam się - co było dla mnie dziwne - w letnią, białą sukienkę do kolan. Świetne kontrastowała z moimi czarnymi włosami. Do tego włożyłam piętnastocentymetrowe obcasy w kolorze również śnieżnym.
Musiałam to wszystko z robić w moim domu w Londynie. Nie miałam ochoty jechać do Sheffield, szczególnie, gdy tak wyglądałam. Postanowiłam spędzić noc w o wiele mniejszej willi.
Nie miałam jednak ochoty na razie siedzieć i nic nie robić. Postanowiłam udać się do drogiej kawiarni niedaleko Big Bena, która zapraszała gości zapachem świeżo zmielonej kawy. A kawa była drugą rzeczą po krwi, którą najchętniej piłam. Nawet alkohol spadał niżej.
Dzień był upalny, choć dochodziła dwudziesta. Weszłam do kafejki i zamówiłam moją ulubioną latte. Humor znacznie mi się poprawił, a uśmiech nie znikał mi z ust. Usiadłam w ostatnim stoliku, choć wiele było jeszcze wolnych. Ta kawiarnia była za droga dla przeciętnie zarabiających ludzi. Dlatego ją lubiłam. Zawsze była pusta, a jednak wystarczająco pełna, by nie zbankrutowała. Na dwadzieścia pięć stolików, sześć, łącznie z moim, były zajęte. Cierpliwie czekałam na kawę.
Wyjęłam z biało-czarnej torebki książkę "Studium w szkarłacie". Prawda była taka, że uwielbiam Sherlocka Holmesa. Gdy kawa została już przyniesiona, czytałam, popijając ją raz po raz. Ogarnęła mnie wielka radość. Dawno nie czułam się tak spokojna i wyciszona.
Nagle mało oczekiwany gość przysiadł się do mojego stolika. Zerknęłam z nad lektury na Jev'a, który wpatrywał się we mnie z uniesionymi brwiami.
- Śledzisz mnie? - miało to zabrzmieć groźnie, a jednak wyszło całkiem niewinnie. Uh... Pieprzone szczęście zaczęło sprawiać, że przestałam być twarda. Składam reklamację!

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz