poniedziałek, 28 lipca 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

Bolało mnie wszystko. Bok, bark, ramię. Do wesela się zagoi, pomyślałam i zaatakowałam. Kątem oka zdążyłam jeszcze zerknąć na Jev'a. Radził sobie bardzo dobrze.
Uderzyłam łowcę w okolice żołądka. Wydał dźwięk, jakby chciał zwymiotować, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Rzucił się na mnie z kołkiem w prawej ręce. Lewą miał przyciśniętą do ciała. Najpewniej była złamana. Chciał wbić mi ostrze w serce, ale zrobiłam szybki unik, a on nie zdążył się zatrzymać i wpadł na mały głaz. Potknął się o niego i uderzył twarzą o ziemię. Jęknął, wstając. Przez ten czas stałam z boku. Znałam zasadę "nie kopać leżącego". Gdy już się wyprostował, wbił we mnie nienawistne spojrzenie i spluną krwią.
- Nadchodzi twój koniec, demonie - warknął.
Prawie poczułam się urażona. Nazywali mnie różnie, ale nigdy nie porównywano mnie do wysłanników Piekła. Nie, to była inna bajka. Ja nawet nie byłam religijna.
- Załóżmy, że masz rację - mruknęłam, kiedy zaczął się zbliżać. Stanął, jak wryty. - Załóżmy, że mnie zabijesz. I co wtedy zrobisz? Zabicie mnie sprawi ci przyjemność? Równie dobrze, możesz użyczyć mi swojej krwi i w ten sposób stać się użyteczny. Spokojnie, nie będę cię zabijać - uniosłam ręce. - Po prostu dawno nic nie jadłam.
Wpatrywał się we mnie z niemałym zaskoczeniem. Pewnie jeszcze nie spotkał się z sytuacją, żeby wampir zaczął z nim pogawędkę. Ale wcześniej nie spotkał mnie.
- Nie dostaniesz mojej krwi - syknął w końcu.
Przewróciłam oczami.
- Dobra. To zostawię cię w spokoju, okej? - zasalutowałam. - Dziś nie mam ochoty już nikogo zabijać. Przekąszę coś na mieście. Ty możesz już odejść. 
Użyłam magii, to fakt. Nic dziwnego, więc, że posłuchał. Odwrócił się i udał się do tej chatki. Spojrzałam na Jev'a, który wciąż zmagał się ze swoim przeciwnikiem. Hym, moja moc była bardzo przydatna. Przez chwilę miałam ochotę odejść i mieć gdzieś, co z nim będzie. Jednak dotarło do mnie, że był moim człowiekiem - a raczej wampirem, ale nie było to teraz ważne - i nie mogłam go zostawić.
Jednak nie miałam problemu z czekaniem, ponieważ chwilę potem Jev walnął łowcę w głowę, sprawiając, że ten stracił przyjemność.
- Możemy już iść - burknęłam, niezadowolona, że nic nie zjadłam. Rozejrzałam się po ciałach nieprzytomnych osób, które pozostawił Jev. - Widzę, że nie miałeś ochoty nikogo zabijać - nagle wpadł mi do głowy pomysł. - To może dobrze dla mnie - podeszłam do byle jakiego nieprzytomnego człowieka i wbiłam mu kły w szyję.

Jev? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz