- Nie jeździłam konno od bardzo dawna - wyznałam. - Ostatni raz miałam bliższy kontakt z koniem, gdy... - zacięłam się. - Nie ważne. Po prostu nie chcę.
Uniósł brwi, ale nie cofną ręki.
- Jeszcze będę tego żałować - mruknęłam pod nosem i wsiadłam na Xenę. - Miałam kiedyś ogiera. Dostałam go od rodziców w prezencie ślubnym - uśmiechnęłam się mimowolnie. Dobrze wspominałam tamte czasy. - Ja i mój mąż często jeździliśmy sobie po paryskich lasach - uśmiech zbladł. - Mojego ogiera zagryzły wilki. Tak przynajmniej mówił mi mój małżonek. Później okazało się, że on nie mógł się powstrzymać i wypił jego krew - zacisnęłam pięść. - Nienawidzę go za to co mi zrobił, a jednocześnie nie żałuję, ani jednej chwili, którą spędziliśmy. Gdy prawda wyszła na jaw, poczułam się zdradzona. Przemienił mnie bez mojej zgody - wewnętrzna furia skrywana od wieków zaczęła się ujawniać. - Źle zrobiłam, że go zostawiłam. Powinnam wrócić i go zabić.
Nie wiedziałam, czy Jev słucha. Przez cały czas myślał i prowadził Xenę. Albo to ona prowadziła jego.
- Przepraszam - westchnęłam. - Nie powinnam cię zanudzać swoimi opowieściami.
Jev? Wenę mam, ale rozwinę ją dalej xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz