Podeszła do następnego człowieka i zrobiła to samo. Tym razem nie patrzyłem, bo miała szkopuł z odnalezieniem dobrej żyły, krew młodego mężczyzny poplamiła nie tylko jego ubranie, ale i wszystko wokół. Wraz ze strojem oprawcy.
Przewróciłem oczami i czekałem jeszcze chwilę by pozbyła się ciał. W końcu oderwała się od ciała i otarła ręką twarz.
- Chodźmy stąd. - zagaiłem i ostatni raz spojrzałem w stronę leżących mężczyzn. Przekręciłem głowę by spojrzec na Katherine. Jej proste czarne włosy skołtunione w strąki były zlepione krwią. Jej twarz odżyła - znów była blada jak ściana, ale za wygląd można było ją ocenic potworem z koszmarów. Na czarnym obcisłym stroju też widniała krew, ogólnie królowała na niej. - Może skoczysz do jeziorka? - posłałem jej psychiczne spojrzenie i uśmiechnąłem się przebiegle.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz