Chciałam odwrócić się i wejść z powrotem do domu, kiedy coś przykuło moją uwagę. Na schodkach leżało średniej długości, czarne pióro. Zrobiło mi się sucho w gardle. Podniosłam je i delikatnie musnęłam je opuszkami palców.
- Wiesz, co robić - usłyszałam głos za plecami z silnym, francuskim akcentem. - Przyjmij naszą propozycję, a dostaniesz nagrodę.
Zdrętwiałam. Moje serce zaczęło walić, jak szalone, a oddech ustał. Prawie zaczęłam się dusić, więc znów nabrałam powietrza. Trochę zbyt głośno.
- Nie musisz się mnie obawiać, Katherine - ciągnął. - Wiesz, że nie zrobiłbym ci krzywdy.
Nadal stałam tyłem, ale moją twarz wykrzywił cyniczny uśmieszek.
- Nie jestem tego taka pewna - odwróciłam się powoli. - Uśmierciłeś mnie, więc czego jeszcze mogę się spodziewać?
- Przemieniłem, a nie uśmierciłem - poprawił Andre, ilustrując mnie wzrokiem. - Zmieniłaś się nie do poznania, a jednocześnie pozostajesz równie piękna, jak przed laty. Nie jesteś już jednak tą szarą myszką, jaką poznałem.
- Przez grzeczność nie zaprzeczę - wzruszyłam ramionami i zrobiłam niewinną, a jednocześnie uwodzicielską minę. - A ty, Andre? Jak bardzo się zmieniłeś?
Zrobił krok to przodu, jego oczy płonęły pożądaniem. Więc nadal to czuł.
Zbadałam go całego. Wyglądał tak samo. Jego włosy były szatynowe, skóra oliwkowa, a oczy głęboko zielone. Miał cudowną, umięśnioną budowę ciała i jednodniowy zarost. Wyglądał z nim seksownie.
- Nic się nie zmieniłem - podszedł jeszcze bliżej. Teraz jeszcze pół kroku i bylibyśmy na wyciągnięcie ręki. - Jestem tą samą osobą jaką poznałaś i nadal tak samo cię kocham.
Przewróciłam oczami.
- Nadal będziesz to ciągnął? - zapytałam. - Nie mam pojęcia, dlaczego wybrałeś mnie i moją rodzinę, ale na pewno nie dlatego, że mnie kochałeś. Nigdy nie czułeś do mnie ciepłych uczuć. Jedynie pożądanie i zwierzęcą żądzę.
- W środku wiesz, że to nie prawda - powiedział zmysłowym głosem. Przysunął się i objął mnie w talii.- Wiesz, że przemieniłem cię, bo chciałem z tobą pozostać na wieczność. Minęło tyle czasu... - jęknął. - Wiesz, ile lat już jesteśmy małżeństwem?
- To się nie liczy - fuknęłam. - Odeszłam od ciebie. W tamtych czasach to było jednoznaczne z rozwodem.
Pokręcił głową.
- Jedynie śmierć mogła nas rozdzielić.
- Przemieniłeś mnie, więc właściwie zaczęłam nowe życie. W nim nie byłeś już moim mężem.
Odsunął się z szelmowskim uśmiechem i ukłonił dworsko.
- Do zobaczenia, Katherine - zaczął odchodzić w stronę lasu. - Jutro także do ciebie wpadnę.
Zasalutowałam mu, choć tego nie widział. Po chwili zniknął.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz