Dla poprawienia jej nastroju, chociaż niewiele to dało. Chciałem natychmiast zaprowadzić Katherine w bezpieczne miejsce, czułem się za nią dziwnie odpowiedzialny.
- Chodźmy - nie czekając na odpowiedź szybko chwyciłem ja w talli jedną ręką, a drugą wziąłem Fiodora. Zaprowadziłem "ich" do samochodu, nawet się nim nie chwaląc.
Położyłem martwe ciało kruka na tylnym siedzeniu, a Katherine usadowiła się na przednim. Wsiadłem za kierownicę i wyjechałem ze ślepego zaułka.
- Niezły szkopuł - stwierdziłem - Wyjaśnisz mi o co chodzi z ojczulkiem, mężem i matką? - ostatnie słowo wypowiedziałem bez drwiny.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz