sobota, 26 lipca 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

Gdziekolwiek jesteś... Znajdę cię.

Obudziłam się zalana potem. Znałam głos, który przemawiał w moim śnie. Byłam nawet prawie pewna, że to wcale nie był sen. Że głos był prawdziwy. Cholera. Wiem, że go słyszałam, ale nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie...
Naprawdę rzadko zdarzały się momenty, w których się martwiłam lub nie wiedziałam, co robić. Właśnie teraz był taki moment. Nie mogłam się skupić na dalszym śnie. Przez resztę nocy leżałam bezsennie.

Następnego ranka także nie mogłam o tym zapomnieć. Starałam się robić wiele rzeczy jednocześnie, byle wybić sobie to z głowy. To był tylko durny sen. Tak. Na pewno.
Zrobiłam sobie latte i usiadłam na kanapie z książką. Dzisiaj miałam dzień wolny, więc spokojnie mogłam sobie poczytać Sherlocka Holmesa. Nie miałam potrzeby jechać do Londynu. Mogłam zostać w Sheffield.
Zero problemów. Nikt niczego ode mnie nie chciał. Wszyscy dali mi spokój.
Nie mogłam się skupić na lekturze. To było podejrzane. Zmrużyłam oczy i objęłam wzrokiem wszystko uważnie. Moje spojrzenie sięgnęło telefonu. Była już dziesiąta, a on się nie odezwał. Normalnie do tej pory zadzwonił, by już jakieś pięćdziesiąt razy.
Wstałam i zaczęłam chodzić po pokoju. Co się mogło stać? Nie lubiłam nic nie robić. Nie lubiłam siedzieć bezczynnie.
I nagle, jak na zawołanie zadzwonił stacjonarny. Odetchnęłam z ulgą i podbiegłam do niego. Przytknęłam słuchawkę do ucha.
- Tak?
- Pani Aristow? - usłyszałam męski głos po drugiej stronie. - Słyszała pani o czymś takim, jak dyskrecja?
Uniosłam brwi. Nie miałam nawet pojęcia, z kim rozmawiam.
- A z kim mam przyjemność...?
- To nie jest teraz ważne - warknął nieznany głos. - Chciałbym, aby pani bardziej stonowała swoje polowania. Pani wysłannikom się to nie podoba. Powinna pani nieść przykład.
O, cholera. To pewnie był jakiś sekretarz owych wysłanników. Miałam przerąbane.
- Co pan rozumie przez "nieść przykład"?
- Starać się być autorytetem dla innych wampirów - odpowiedział, choć wyczułam nutkę rozdrażnienia. - To tyle, panno Aristow. Miłego dnia.
- Ale... - chciałam coś dodać, ale ten cymbał się rozłączył. - I masz ci babo placek - mruknęłam do siebie.

Jev? Brak weny ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz