czwartek, 31 lipca 2014

Od Jev'a - CD historii Katherine

Obserwowałem i nasłuchiwałem rozmowę Andre'a i Katherine. On był naprawdę chamski! Miałem ochotę podbiec do niego i stłuc mu tę piękną buźkę, zetrzeć cyniczny uśmieszek z twarzy. Bawił się.
Jednocześnie siedziałem w kręgu rady wampirzej naszego miasta.
- Ludzie zaczynają się coś domyślać, Aleksandrze - usłyszałem kobiecy głos. To Marilyn Shontie rozmawiała z Aleksandrem, jej mężem. - Musimy coś zrobić - zamyśliła się. Przysiągłbym, że ta rozmowa toczyła się bez przerw.
- Słyszałem od pewnego człowieka, że planują obławę - Marilyn, 500 letnia wampirzyca wytrąciła z rąk kieliszek czerwonego wina, który z hukiem spadł na marmurową posadzkę. Część pokoju zwróciła na nas uwagę, i tak doskonale wiedzieliśmy, że wszyscy słyszą o czym rozmawiamy.
- Od kogo? - spytała, jakby tylko to ją interesowało.
Głupio mi było, że nie zapytałem o nazwisko Scar'a.
- Mężczyzna w średnim wieku imieniem Scar mi o tym powiedział. - nie zamierzałem mówić im, że Scar odkrył mój sekret. - Wierzy w wampiry, został zaatakowany przez jednego. - ciągnąłem dalej
- Dlaczego go nie zahipnotyzowałeś?! - wykrzyknęła - No tak, zwierzak. - syknęła - Nie miałeś dość siły.
- Moja dieta, mój problem - odwarknąłem, a ta zacisnęła dłonie w pięści. - Chcesz wiedzieć więcej, Marilyn? - zmrużyłem oczy, a ta uniosła brew.
- Mogę prosić do tańca, pańską żonę, panie Aleksandrze? - zapytałem podając ramię Marilyn.
- Ależ, oczywiście. - odparł poprawiając swojego dwuwiecznego wąsa.
Marilyn gwałtownie przyjęła moje ramię, wyprowadziłem ją na parkiet. Miała brązowe, połyskujące włosy do ramion, które upieła w kok i ubrana była w satynową, czerwoną sukienkę bez ramion. Wyglądała na mniej więcej 30 lat.
Zachichotała lekko gdy ująłem jej dłoń i położyłem rękę na plecach.
- Jev... - powiedziała słodko - Co wiesz?! - ścisnęła moją rękę tak mocno, że prawie ją oderwała. Syknąłem cicho.
- Najprawdopodobniej są uzbrojenie w białe drewno. - wyjaśniłem bez ogródek
- Białe drewno?! Kręcisz! - oskarżyła mnie
Uśmiechnąłem się triumfalnie.
- Myślałem, że masz pół tysiąclecia. - rzekłem wzruszając ramionami. Ta zaś nie mogąc się powstrzymać przytrzymała mnie za szyje i teatralnie zaczęła dusić. Teatralnie bo nie mogła mnie w taki sposób zabić.
- Nie wątp w to. - poleciła - Jeśli chcesz z pół wieku pożyć.
- Cóż poradzę, wiem więcej od ciebie. - odwróciłem się
- Czekaj - szepnęła - Jaki ma cel?
- Wyciągnij dłoń, a wyjaśnie. - zmarszczyła brwi, ale wysunęła do mnie wnętrze dłoni. Jakie te wampiry były tępe. Wyjąłem naostrzoną gałąź białego dębu. (Tylko dąb dawał pożądany efekt), a ten patyk pomalowałem nie toksyczną farbą na brązowo. Wbiłem jej w dłoń i rozciąłem. Syknęła z bólu i przewróciła się. Bo kilku minutach odzyskała świadomość.
- Ty, draniu! - spoliczkowała mnie - Dlaczego to zrobiłeś?!
- Ja też umiem pokazać pazurki, Marilyn. Nie jesteś jedyna. Chciałem ci pokazać co nasz czeka, jeśli nie zmobilizujesz swoich. - wyjaśniłem
- To wy nad nimi nie panujecie!
- Mylisz się, nasz klan jest nieduży. Katherine nad wszystkim panuje.
- Jeśli jej pomagasz to raczej nie. - fuknęła na mnie i odszedła zbierając resztki dumy. Wiedziałem, że nikt się nie dowie o tym. Marilyn może i była nieświadoma, ale nie głupia. Wiedziała, że mogę ją zabić, mimo iż w nocy uganiam się za wiewiórkami.

Katherine? Również brak weny ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz