Teraz już nie płakałam szalenie. Po prostu wpatrywałam się w przestrzeń i czułam się niewyobrażalnie pusta.
Już nie mogłam stracić nic. Nic na czym, by mi zależało.
Poczułam lekki uścisk dłoni Jev'a na moich ramionach. To był koniec.
Nie, Katherine. Śmierć to przecież tylko następny etap w naszym życiu. To twoje słowa. Moje słowa.
Przestałam oddychać. Znów ten znajomy głos, który nawiedzał mnie w snach. Teraz wdarł się do mojego mózgu. A może to był tylko objaw rosnącego szaleństwa?
Po prostu czytam ci w myślach, niemądra. Podnieś się i walcz dalej. To nie koniec! Jeszcze wiele możesz zmienić.
Kłamstwo. Fiodor nie żyje, tego nie da się odmienić.
Może i nie żyje, ale to nie znaczy, że musisz się załamywać. Twój ptak był tylko zwierzęciem. Niczym ważnym.
Zerknęłam na niego jeszcze raz. To, że był zwierzęciem wcale nie oznaczało, że nie był niczym ważnym. Był moim przyjacielem i ostatnią nadzieją dla mojego człowieczeństwa. Teraz już naprawdę nic nie zostało.
- Przestań - powiedział głos. Tym razem nie w mojej głowie. - Daj spokój z przeszłością i żyj dalej.
Wiedziałam, że nie była to paranoja, ponieważ Jev gwałtownie podniósł głowę. Ja także.
Na początku go nie poznałam. To powinno być normalne, w końcu nie widziałam go od bardzo dawna. Miał gęste, czarne włosy, choć, gdy ostatni raz go widziałam, mogłabym się założyć, że były posiwiałe. Skóra mu zbladła, co było niezbitym dowodem na to, iż utracił śmiertelność. Niebieskie oczy straciły troskę i miłość. Błyskały tajemniczo i dosyć złowrogo. Najwidoczniej wszyscy się zmieniali.
- Nie - szepnęłam i wstałam, wciąż trzymając martwe ciało kruka. - To niemożliwe. Ty nie żyjesz.
- Och, skarbie, czy ja wyglądam, jakbym nie żył? - uśmiechnął się szeroko. - Stęskniłam się za tobą, Katherine. Nieśmiertelność ci służy. Już nie jesteś tą samą dziewczyną.
Zignorowałam jego uwagę.
- Ale... Jak? - spytałam po prostu. - Jak to możliwe? Nie żyjesz. Widziałam twoje ciało w kostnicy.
Wzruszył ramionami.
- Pozory mylą.
Zacisnęłam pięści. Przed chwilą moje życie legło w gruzach, a teraz... Teraz mogło się odnowić.
Jedno spojrzenie w lodowato niebieskie oczy, sprawiło, że zmieniłam zdanie. Mężczyzna stojący przede mną był już tylko wspomnieniem z poprzedniego życia.
Najwidoczniej nie chciał mi tego tłumaczyć, ponieważ podesłał mi pewne obrazy, abym wszystko zrozumiała. I wszystko zrozumiałam.
- Przemienił cię wtedy, kiedy wyjechał na tydzień? - syknęłam. Zebrał się we mnie gniew. - Przemienił cię, a ty nie chciałeś pisnąć o tym słowa! Niecały miesiąc później i ja zostałam przemieniona!
- Taka była umowa - wydawał się nieprzejęty moim wybuchem. - Razem ze mną i Andre miałaś doprowadzić do rozłamu władz wampirzych. Oczywiście ty musiałaś postawić na swoim.
Nagle uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz.
- Zabiłeś ją. Mamę. To ty ją zabiłeś.
- Nie denerwuj się. Była trochę sfrustrowana tym, że zboczyłem z bożej ścieżki. Wiesz, że zawsze była religijna. Nie miałem wyjścia - nie wyglądał na skruszonego. - Ostrzegłaby cię. A teraz jeszcze nie wszystko stracone. Po tylu latach udało nam się ciebie odnaleźć - prychnęłam. - Twój małżonek także nie może się doczekać cię zobaczyć. Odchodząc, sprawiłaś mu dużo bólu.
Zamarłam. On też gdzieś tu był. Był niedaleko. Otrząsnęłam się szybko z tego i powróciłam do swojej natury. Nie byłam zamartwiającą się i współczującą innym osobą. Byłam bezduszną przywódczynią, która zabije każdego, kto stanie jej na drodze.
Uśmiechnęłam się i odłożyłam ciało Fiodora na ziemię. Zgrabnie przeszłam obcasami po trawie. Znalazłam się zaraz obok mojego rozmówcy.
- Bo tak to ze mną jest, tato. Zabijam, łamię męskie serca i, co najważniejsze... - uśmiechnęłam się szerzej. - Nie będę czuła nieszczęścia po tym, jak cię zabiję - w tym momencie wzięłam wielki zamach i z całej siły uderzyłam go w twarz. Poleciał kilka metrów do tyłu i walną w drzewo.
Nagle wstał i zaczął się śmiać.
- Doprawdy, córeczko, coraz bardziej mnie zadziwiasz - klasną w dłonie. - Do następnego spotkania.
Umknął w las, ale za nim mogłam za nim pobiec, poczułam jak ramiona Jev'a mnie otaczają.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz